508 – wonderfuel

Dzisiejsza notatka poświęcona będzie lakierowi, który wzbudza we mnie sprzeczne emocje. Chodzi o Essence the gel 23 wonderfuel – w buteleczce i na paznokciach wygląda genialnie, ale jego jakość mocno mnie rozczarowała. Drogie Panie, oto i główny bohater:

Lakier ma bardzo oryginalny kolor. Jest to fiolet z błękitno-turkusową poświatą, która jest dobrze widoczna na paznokciach i w zasadzie mieni się i połyskuje przy każdym ruchu dłonią :) Świecidełko! :D Coś idealnego dla mnie!

Przejdźmy jednak do właściwości lakieru, które jak już wspomniałam – nie zachwyciły mnie. Jedynymi plusami są rzadka konsystencja i całkiem niezły czas wysychania. Do minusów zdecydowanie zaliczam krycie (masakra! trzy warstwy to absolutne minimum!) oraz wytrzymałość. Być może kwestia trwałości lakieru powiązana jest z koniecznością nałożenia kilku warstw, przez co na paznokciach tworzy się pokaźnych rozmiarów skorupa :) No wiecie: baza, trzy warstwy lakieru, top. Bardzo się zawiodłam, kiedy lakier poodpryskiwał już po dwóch dniach. Na początku zauważyłam delikatne pajączki, a po kilku godzinach już były pierwsze odpryski. Nawet końcówki nie zdążyły się powycierać! A uszczerbki po bokach wolnego brzegu były widoczne i wcale nie maleńkie :( Także… smuteczek.

Jeśli miałabym się jednoznacznie określić czy polecę ten lakier, to moja odpowiedź brzmi: nie. Jakość totalnie do dupy, a sam kolor fajny, ale można coś podobnego znaleźć w trwalszym wydaniu ;)

Na koniec kilka słów o odbitym wzorku. Pochodzi on z tej oto płytki:

Płytka BP-L016 pochodzi oczywiście z Born Pretty Store (pamiętajcie o kodzie GYSQ10 dzięki któremu otrzymacie 10% rabatu!) i obecnie jej cena to 4,19$. Bardzo rzadko jej używam, ponieważ wzory które na niej się znajdują nie do końca są w moim typie, ale może którejś z Was wpadnie w oko ;) Tak naprawdę najczęściej korzystam z motywu, który wykorzystałam również przy okazji tworzenia tego manikiuru, a chodzi o pierwszy od lewej na samej górze.

I w zasadzie to chyba tyle na dziś :) Jestem zmęczona po wyjątkowo ciężkim dniu w pracy, więc też i jakiejś kolosalnej weny nie mam na strasznie długie rozpisywanie się :P Dlatego aby sztucznie nie przedłużać – już się pożegnam :) Buziaki! :*

P.S. Chciałabym wiedzieć czy któraś z Was używała tego lakieru i czy u Was również okazał się być taki nietrwały. Może to z moją buteleczką coś jest nie tak :( Wiadomo, taka opcja zawsze istnieje…

507 – Boski miętowy PAESE pod złotą Supernova ;)

Supernova – nazwa własna, nazwa lakieru. Odmienia się? Bo w zasadzie to mam dylemat i nie wiem, czy w tytule powinnam napisać ‚Supernovą‚ czy ‚Supernova‚. Jeśli czytają to jakieś osoby bardziej zorientowane w gramatyce niż ja, to dajcie znać w komentarzu. Żeby kurna nie było że babola strzeliłam :D

Po za tym, że nie wiem jak odmieniać nazwę Supernova, to powiem Wam o niej jeszcze tyle, że jest rewelacyjnym i jednocześnie jednym z moich najnowszych lakierów do stemplowania. Kupiłam ją chwilę po tym, jak pojawiła się na stronie colorowo.pl :) Należy do setu Galaxy – Color Travel i pewnie bardzo mocno zachorowałabym, gdybym nie kupiła od razu wszystkich trzech kolorów z tej serii. No same rozumiecie! Musiałam mieć je wszystkie :)

W zasadzie głównym bohaterem notatki ma być miętowy lakier PAESE, ale gdyby nie Supernova, to manikiur nie byłby tak czaderski jak jest teraz :P To znaczy był… Jakieś dwa tygodnie temu. Nieważne kiedy! Wyglądał bosko i widać to na zdjęciach, a na żywo prezentował się jeszcze lepiej, bo Supernova mieni się bardzo subtelnie w zależności od kąta padania światła. Podstawowa barwa, jaką widać na pierwszy rzut oka, to oczywiście złoto. Na stronie colorowo.pl w opisie lakieru jest informacja, że lakier jest złoto-zielony. Ja tam się jakoś tej zieleni nigdzie nie dopatrzyłam, za to widać ładnie delikatny, jasny, przykurzony róż. I tak właśnie mieni się Supernova :) Odbija się rewelacyjnie i ma mocne krycie, dzięki czemu na paznokciach widać ją bardzo wyraźnie, a nie tylko jako jakąś poświatę.

Wzorek, który odbiłam pochodzi z płytki B.04 leaves of happiness (oczywiście od B. Loves Plates). Całą płytkę z tego co pamiętam już Wam tu pokazywałam i to stosunkowo niedawno, więc nie będę przypominała jak wygląda ;)

Przejdźmy teraz do lakieru bazowego, czyli miętowego lakieru PAESE 191. Znaleźć można na jego temat wiele recenzji na lakierowych blogach. Niektóre są sprzeczne, ale większość jest zgodna w kilku kwestiach, a mianowicie: lakier ma piękny kolor i bardzo dobrze kryje.

Kupiłam go tak naprawdę nieświadomie. Zamówiłam po prostu na stronie sklep.paese.pl ich Nail Box (jakby co, to są w dalszym ciągu dostępne!). Jest to taki jakby zestaw losowo wybieranych kolorów lakierów, a jeśli ktoś chce, to może wybrać opcję z odżywką lub ze zmywaczem. Ja oczywiście wybrałam same lakiery, bo zmywacz kupuję na Allegro, a odżywek też mam kilka i póki co zużyć ich nie mogę ;) Zamawiając taki box nie wybierałam żadnych konkretnych kolorów, więc dostałam różne – niektóre ładne, inne odrobinę mniej. Ten miętus zdecydowanie należy do pierwszej grupy urodowej ;)

Lakier jest rzadki, lejący i należy go nabierać na pędzelek odrobinę, bo w przeciwnym wypadku pościeka na skórki. Mnie to spotkało i doczyszczanie ich nie należy do łatwych, bo cały czas mi się wydawało, że gdzieś jeszcze widzę jakieś zielone ślady. Kryje bardzo ładnie już przy pierwszej warstwie, ale druga jest według mnie obowiązkowa, bo widać po pierwszej prześwity i przede wszystkim po nałożeniu drugiej warstwy kolor jest zdecydowanie wyraźniejszy. Wysychanie nie było jakoś mocno kłopotliwe, ale też lakier nie wysechł zbyt szybko. Ratowałam się szybkoschnącym topem Cuccio. Na uwagę zasługuje fakt, że lakier Paese bardzo polubił się z moimi paznokciami i trzymał się bez zarzutu niemalże przez tydzień bez odprysków.

Zmywanie nie stanowiło większego problemu i jedynie trochę się martwiłam, czy nie zabarwi mi płytki. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca :)

Jego regularna cena to około 15-16zł i kupić go możecie przez internet lub na przykład stacjonarnie na wysepkach Paese w centrach handlowych. Pamiętajcie, że w zestawie Nail Box koszt jednego lakieru, to 7zł (więc ponad dwukrotnie taniej).

I jak Wam się podobają moje miętowo-złote listki? :) Ja się nie mogłam przestać patrzeć na własne paznokcie, kiedy chodziłam z tym manikiurem :D