407, 408 – piórka B&W na neutralnej bazie

Coś mi się wydaje, że skiepściła się pogoda… Jak to dobrze, że dziś też mam wolne i nie muszę nigdzie wychodzić ;) Strasznie wieje! Ale chyba nie pada. Przynajmniej jak na razie. Tak w ogóle to jakoś nie mam pomysłu na tytuł tej notatki. Zrzucam winę na pogodę jakby co ;) Za mój brak weny twórczej odpowiada brak słońca :D I tej wersji się trzymajmy :)

Ostatnio pokazywałam Wam kolorowe, pastelowe piórka z mySecret. Teraz zobaczycie ich odpowiednik, z tym że piórka są białe i czarne. Postawiłam na bardzo neutralną bazę, a jest nią jeden z nudziaków Golden Rose WOW!. Myślę, że Wam się spodoba to połączenie ;)

Wybaczcie ilość zdjęć. Nie mogłam się zdecydować które Wam pokazać, bo uznałam, że wyszły mi tak dobrze jak mało kiedy, więc wrzuciłam ich po prostu trochę więcej :P

Długo się nie będę rozpisywała, bo za bardzo nie mam o czym ;) Po kolei… Golden Rose WOW! numer 07 jest dla mnie lakierem idealnym. Już Wam na pewno nie raz wspominałam, że bardzo lubię wszelkiego rodzaju zimne odcienie beżu. Szary to jeszcze nie jest, ale czysto beżowy też już nie. Właściwie to jak można nazwać taki kolor? Chyba jednak określenie zimny beż będzie w tym wypadku najlepsze. Pędzelek jest mały, delikatnie spłaszczony i ścięty na prosto. Nie stwarza problemów przy nakładaniu, wygodnie się nim manewruje i dzięki porządnej konsystencji (nie za rzadka, nie za gęsta) nakładanie lakieru na paznokcie jest dziecinnie proste. Lakier kryje doskonale już przy pierwszej warstwie. I właśnie taką jednowarstwową wersję widzicie na zdjęciach. Sama przyznaję, że zdarza mi się niezmiernie rzadko nie nakładać drugiej warstwy lakieru. Ale w tym wypadku kompletnie nie było takiej potrzeby :) Szybko wysycha i tak naprawdę to chyba już po 5, może maksymalnie 10 minutach nakładałam piórkowy top. Jeśli lubicie tak jak ja zimne beże na paznokciach (uważam, że wygląda bardzo elegancko i nie gryzie się z moim ciepłym, żeby nie powiedzieć lekko czerwonym kolorem skóry), to polecam to małe cudo :) Mówię małe, ponieważ lakier ma jedynie 6ml pojemności. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że mój mi się szybko skończy ;) Kupić go możecie w firmowych sklepach lub na wysepkach Golden Rose, których spis znajdziecie na stronie goldenrose.pl lub w internecie. Najlepszych cen szukajcie na Allegro. Ja osobiście swoje Goldeny kupuję na stronie dobrarada.pl :) Mają duży wybór, ceny są przyzwoite i zawsze szybko dostaję przesyłkę.

Jeśli natomiast chodzi o piórkowy top, to pochodzi on z firmy mySecret, o czym zdążyłam już wcześniej wspomnieć, ma numer 185 i nazywa się FEATHER B&W. Z niewyjaśnionych przyczyn odczuwam słabość do kwadratowych buteleczek tej firmy ;) Kupić je możecie jedynie w drogeriach Natura. To jest ewidentnie minus, ponieważ nie każdy ma ten sklep blisko swojego miejsca zamieszkania. Jeśli chodzi o właściwości lakieru: na zdjęciach widzicie jedną warstwę. Piórka rozprowadzają się zadziwiająco równomiernie. Top wysycha całkiem szybko, ale pozostawia lekko chropowatą warstwę, dlatego dla ładnego, błyszczącego wykończenia sugeruję nałożenie jakiegoś utrwalającego preparatu nawierzchniowego. I to by było na tyle :)

Jednak się rozpadało. Może ulewa to to nie jest, ale wali mi deszcz w parapet. Nadal się cieszę, że nie muszę wystawiać nawet nosa za drzwi :P Buźka :*

387, 388, 389 – feather color

Nie wiem jak Wy, ale ja już czuję w powietrzu wiosnę ;) Postanowiłam więc pokazać trzy iście wiosenne lakiery. Będą to dwa świeże, jasne kolory plus dopełniający pastelowej całości piórkowy topper. Manikiur dziecinnie prosty w wykonaniu, a bardzo efektowny i przede wszystkim – pozytywny :) Zobaczcie same:

I jak Wam się podoba? ;) Brzoskwiniowy lakier to IsaDora numer 787 PEACHY COLADA. Uwielbiam ten odcień :) Tym bardziej, jeśli w parze z piękną barwą idzie świetna jakość. W sumie to chyba jeszcze nie zdarzyło mi się rozczarować jakimś lakierem z tej firmy. Można powiedzieć, że są warte swojej ceny. Niestety nie powiem Wam dokładnie ile kosztują, bo ja swoje dostaję zawsze w prezencie i nie miałam jeszcze okazji kupić samodzielnie chociaż jednej buteleczki ;) O samej jakości: krycie bardzo dobre, wystarczy jedna średniej grubości warstwa, mocno kremowa konsystencja, niezbyt rzadka, więc nie spływa zbytnio na skórki. Wysychanie całkiem niezłe. Ja zawsze jednak kładę dwie warstwy, chociażby po to, żeby nie pościerały się zbyt szybko końcówki. Z jakimkolwiek topem utrzymuje się na paznokciach nawet do sześciu, bądź siedmiu dni. Nie odpryskuje jakimiś wielkimi płatami, tylko takimi maleńkimi, drobnymi fragmentami. Same plusy, nic dodać nic ująć ;)

O miniaturowym lakierze Golden Rose WOW! 72 też powiem sporo dobrych rzeczy ;) Jak wiecie, mam większość lakierów z tej serii. Z dostępnych 100 kolorów (nie biorę pod uwagę bezbarwnego) udało mi się wejść w posiadanie aż 91 :) Powoli je testuję i przyznam, że spisują się całkiem nieźle, jak na zawrotną cenę 3 bądź 4 zł. Tym razem pod lupę wzięłam czysty błękit, niby pastelowy, a jednocześnie całkiem wyraźny i raczej nie należący do mdłych odcieni. Po prostu ładny :] Krył dobrze, jednak po nałożeniu pierwszej warstwy widziałam jeszcze jakieś drobne, złośliwe prześwity. Problemu z wysychaniem nie miałam żadnego, więc po dziesięciu minutach nałożyłam już drugą warstwę – i ta pokryła ładnie płytkę w 100%. Wysychanie drugiej warstwy było trochę dłuższe niż brzoskwini, ale nie dało mi jakoś mocno w kość. Aha, konsystencja jest dosyć rzadka, ale nie aż tak, żeby utrudniała malowanie paznokci. Więc na razie wszystko jak najbardziej na plus. Komfort malowania paznokci na poziomie zadowalającym ;) Niezadowalająca jest jednak jakość tego uroczego błękitu, ponieważ po trzech dniach zlazł mi wręcz z płytki wielkimi płatami i to z dwóch paznokci. Ok, być może za długo moczyłam się w wannie i to spowodowało odklejenie się lakieru. Ale przecież nie będę wychodziła z wanny po pięciu minutach tylko dlatego, że nie chcę zniszczyć paznokci :P Skoro zniszczyły się dwa, trzeba zmyć całą resztę… Bałam się czy ten kolor nie będzie mi czasem farbował skórek podczas zmywania, ale nic takiego się nie wydarzyło. Suma sumarum mimo niezbyt powalającej żywotności lakier oceniam na plus, bo jest tani, ładny, wygodny w użyciu i generalnie ja lubię wszystkie Goldeny :P

I teraz kilka słów o piórkowym topie. Jest to nic innego jak kupiony dawno temu lakier z mySecret o numerze 186 FEATHER COLOR, czyli nic innego, jak tylko kolorowe piórka. Tym razem utrzymane są one w odcieniach jasnych, pastelowych i moim zdaniem, wyglądają słodko :) Kolory tych maleńkich paseczków to biały, beżowy, miętowy bądź błękitny, taki jakiś delikatny czerwony, brzoskwiniowy… I to chyba wszystkie. Chyba, że widzicie jeszcze jakieś, których ja nie widzę :D Wygodnie się go nakładało, drobinki rozprowadzały się równo, wysechł błyskawicznie. Zmywał się ociupinę mniej szybko, ale dało się to przeżyć ;) Ogólnie bardzo mi się spodobał i coś mi się kojarzy, że mam łudząco podobny top z essence, ale muszę jeszcze się zastanowić z jakimi bazami go połączyć i też niedługo postaram się go Wam pokazać :P Zrobimy małe porównanie może nawet :D

Na dziś to by chyba było na tyle ;) Jeśli moja notatka nie miała rąk i nóg (czyli generalnie była do kitu), to nie krępujcie się – piszcie mi o tym w komentarzach. Bo coś czuję, że napisałam ją beznadziejnie, ale nie mam już siły tego czytać i poprawiać. Jestem kapciem po pracy ;) Do zobaczenia niebawem. Buźka :*