491 – sweet retreat

Witajcie :) Kiedyś bardzo lubiłam lakiery Rimmel. No właśnie, to było kiedyś… Kupowałam je na początku swojej lakierowej przygody, zanim jeszcze nie poznałam wielu lepszych lakierowych marek. Nie zmienia to jednak faktu, że całkiem sporo buteleczek Rimmel’a z bardzo kolorową zawartością znajduje się w mojej kolekcji i czasem, aczkolwiek rzadko – sięgam po nie. Tym razem postanowiłam na ociekający słodyczą róż, który co prawda nie mieści się w moim standardowym lakierowym repertuarze (ten kolor jakoś nie specjalnie zgrywa się z odcieniem mojej skóry i w ogóle mam wrażenie że nie pasujemy do siebie…). Wiem jednak, że wiele z Was bardzo lubi różowe lakiery, więc wychodząc naprzeciw oczekiwaniom moich Kobiet…

Rimmel by Rita Ora 270 SWEET RETREAT to słodziak o gładkim, kremowym wykończeniu. Ma standardową konsystencję, całkiem przyjemną, a na pewno nie utrudniającą malowanie. Wysycha całkiem nieźle, przynajmniej jeśli chodzi o pierwszą warstwę. Z drugą chwilę musimy zaczekać, bo nie utwardza się w krótkim czasie. Co do krycia, to jakoś szczególnie zadowolona z niego nie byłam, bo pierwsza warstwa zostawia karygodne prześwity, a i druga też nie jest taka w stu procentach satysfakcjonująca. Nie nakładałam jednak trzeciej. Wytrzymałości nie jestem w stanie określić, bo zmyłam lakier po dwóch dniach (z mocno pościeranymi końcówkami!). Dodatkowym niestety minusem jest to, że lakier mi zbąblował na paznokciach… No nie wygląda to zbyt korzystnie. Oczywiście na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale najważniejsze jest to, że ja sama to widzę. Wystarczy, żeby mnie wyprowadzić z równowagi ;)

Nie wiem sama, może jest to kwestia mojego negatywnego nastawienia względem tego lakieru. A może jest on faktycznie kiepski… Rzadko oceniam tak krytycznie jakiekolwiek lakiery, dziś jednak musiałam to zrobić, bo nie jestem z niego w ogóle zadowolona. Nie zakumplujemy się ze sobą i tyle ;)

Na serdecznym i środkowym paznokciu odbiłam białym lakierem wzorek z płytki BP-L005. Już dawno chciałam ją Wam pokazać, bo ma ciekawe i niestandardowe wzory i należy do jednej z moich ulubionych :) Gwiazdka odbita na paznokciach znajduje się w dolnym rzędzie.

Co jak co, ale zdobienia wykonane z pomocą tej płytki zobaczycie tu jeszcze nie raz :)

No i to w zasadzie tyle… Nie widzę większego powodu dla którego miałabym się rozpisywać nad tym barbiowym lakierem ;)

432 – ROCK N ROLL

Nie, nie będzie to notatka o tematyce muzycznej. Z resztą… Nawet gdyby miała być, to pewnie pokusiłabym się o pisanie na temat muzyki reggae, a nie o rokendrolu ;)

Dziś pokażę Wam jeden z ostatnich nabytków, jakim jest czerwień perfekcyjna. Dostałam ją od ladymakeup.pl i bardzo mnie to cieszy, bo podejrzewam, że sama bym jej pewnie nigdy nie kupiła… Widziałam ją z resztą już nie raz na sklepowej półce Rimmela, ale zawsze uważałam, że to taka zwykła czerwień jakich mam już po dziurki w nosie. Ok, może kolor ma standardowy, ale pod względem jakości i wytrzymałości wskakuje na jedno z pierwszych miejsc w rankingu Moje ulubione czerwienie :) Stawiam ją na równi z czerwonymi lakierami od Essie, a to już nie byle co, zważając na fakt, że Rimmel SalonPRO 703 ROCK N ROLL kosztuje 17,99zł, a nie 35zł!

Zacznę od podstaw, czyli od pędzelka oraz konsystencji. Jeśli chodzi o włosie, to jest sztywniejsze niż u Essie, ale maluje się z podobną wygodą, pędzelek jest płaski i ścięty na półokrągło. Dzięki temu bardzo wygodnie manewruje się nim przy skórkach i można precyzyjnie nałożyć lakier. Konsystencja jest rzadka, ale nie stwarza problemów ze ściekaniem. Krycie reprezentuje taki sam poziom jak Essie, czyli przy pierwszej warstwie niemalże stuprocentowe, ale zostają jakieś niewielkie prześwity, więc rekomendowałabym również nałożenie drugiej. I właśnie dwie warstwy widzicie na zdjęciach powyżej. Wysychanie standardowe. Nie należy może do jakichś błyskawicznych, ale też nie jest irytujące.

Lakieru ROCK N ROLL użyłam już chyba ze trzy razy i za każdym razem trzymał się na moich paznokciach bardzo dobrze. Aż byłam zaskoczona, bo nie spodziewałam się, że utrzyma się do tygodnia bez odprysków. Pościerały się jedynie końcówki i to też w takim stopniu, że wcale się nie rzucały w oczy. Więc wszystko w jak najlepszym porządku. Osobiście polecam ten lakier z czystym sumieniem.

Tak naprawdę, to mogę mu zarzucić tylko jedną rzecz, mianowicie to, że brudzi całe palce podczas zmywania. Wiąże się to z mocną pigmentacją lakieru.

No i to by właściwie było na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszą czerwień perfekcyjną :)

Jest to ogólnodostępny lakier, który można kupić w niemal każdej drogerii, więc podejrzewam, że któraś z Was na pewno go ma :) Przyznać się! :D Jak się u Was sprawuje? Czy jesteście z niego zadowolone tak samo jak ja? :) Czekam na opinie! Pamiętajcie, że komentarze nie przydają się tylko mi, ale przede wszystkim Wam. Im więcej opinii na temat jakiegoś lakieru, tym lepiej :)