485 – brązowo-złoty Rich pod pepitką

Do tego lakieru przymierzałam się już z milion razy, a pomalowałam nim paznokcie po raz pierwszy dopiero ostatnio. Mam go już spokojnie ze trzy lata! Wyobrażacie to sobie? Tyle czasu czekał na swoją premierę, najpierw na paznokciach, a później na blogu. Biedaczek.

Ale dziś wszystko się zmieni :) Moje drogie Kobiety, oto Golden Rose Rich Color nr 33!

Jak napisałam w tytule, jest on brązowo-złoty, aczkolwiek jego odcień jest dosyć nieoczywisty i w zasadzie to sama nie wiem do czego go porównać. Może po prostu nie będę szukała wymyślnych określeń, bo walne jakąś gafę i będzie cyrk :) Na zdjęciach bardzo dokładnie widać jego połysk i barwę, dlatego określcie go same według własnego oka :D Na co on Wam wygląda? :)

Jeśli chodzi o właściwości, to generalnie są one rewelacyjne. Lakier perfekcyjnie kryje już przy pierwszej warstwie, ale druga nadaje mu wyrazistości i głębi. Oczywiście nałożyłam dwie warstwy, a jakżeby inaczej. Konsystencja jest rzadka i kremowa, wygodnie się go rozprowadza na paznokciach, ale trzeba odrobinę uważać, żeby nie pozalewać skórek. Przy pierwszym podejściu właśnie mnie to spotkało :P Wysychanie raczej przeciętne, bo dosyć długo pozostawał plastyczny, więc musiałam się ratować szybkoschnącym topem, żeby gdzieś go czasem o coś nie zniszczyć. Zmywa się go łatwo, schodzi bez większego trudu i jedynie czego nie lubię i co mnie drażni, to że jeśli za bardzo się we wszystkie strony trze wacikiem – całe palce się błyszczą przez jego mini drobinki. Także zmywać należy go ostrożnie, najlepiej w jednym kierunku i bez zbędnego pocierania ;) Odpryskuje po około trzech dniach. Nie były to ogromne uszczerbki, ale na paznokciach spiłowanych na kwadraty przy krawędziach zauważyłam w kilku miejscach mini uszczerbki. No i jeśli chodzi o sam lakier, to by było na tyle ;)

Jak zapewne zauważyłyście odbiłam na nim pepitkę. Wzór jest bardzo popularny i generalnie albo się go lubi, albo nie. Mnie kiedyś osobiście bardzo denerwował, ale od kiedy zaczęłam używać płytki BP-L006 z Born Pretty Store – polubiłam ten sposób ozdabiania paznokci. Pepitka wygląda fajnie w wersji czarno-białej, jak również kolorowej czy takiej, jaką widzicie powyżej. Na bank jeszcze nie raz uraczę nią Was na blogu ;) Ostatnio nawet swojej siostrze robiłam kolorową pepitkę na hybrydzie i bardzo jej się podobała :)

Swoją tym razem odbiłam białym lakierem do stempli z BPS i przyznam szczerze, że nie do końca jestem zadowolona, bo nie wyszła biała, tylko lekko szara. Jestem przekonana, że odbita lakierem B. a Snow White wyszłaby o niebo lepiej. Jeśli podoba Wam się cała płytka (mi owszem), to kupić ją możecie wiadomo gdzie ;) Wystarczy kliknąć na nią i przeniesiecie się wprost na stronę BPS ;) Aktualnie jej cena to 3,59$. Standardowo kosztuje 5,99$, ale że akurat jest w promocji, to można się w nią wyposażyć taniej :) Jeśli zainteresują Was również inne produkty ze strony, to pamiętajcie o kodzie dającym rabat w wysokości 10%, ale tylko od standardowej ceny. Nie damy rady obniżyć ceny, która już jest obniżona :P Kod to GYSQ10 :)

Czy o wszystkim już napisałam? Chyba o wszystkim… Widzimy się jutro z kolejnym zdobieniem, również płytkowym, co prawda nie błyszczącym, ale za to bardzo kolorowym i efektownym! :) Buziol :*

444, 445 – czerwień może być w wersji klasycznej, ale przecież nie musi!

Zawsze można coś wykombinować, żeby nie wiało nudą :P Może źle się wyraziłam… Czerwone paznokcie nigdy nie są nudne. Ale można manikiur zrobić tak, żeby był inny, nie do końca standardowy, przyciągający wzrok bardziej niż zazwyczaj ;) I co ciekawe, nie wymaga to użycia jakichś skomplikowanych technik zdobienia!

Moimi dzisiejszymi bohaterami będą dwa lakiery w odcieniach czerwieni, a konkretnie: Golden Rose Rich Color 53 oraz Wibo wow MIX SAND 4. Popatrzcie:

Golden Rose Rich Color 53 to intensywna, strażacka czerwień, którą bardzo chętnie noszę na paznokciach. Spokojnie mogę powiedzieć, że mieści się ona w pierwszej dziesiątce moich ulubionych czerwieni :P Generalnie mam takich zaufanych lakierów w tym kolorze około dwudziestu ;) Możecie mi wierzyć lub nie, ale nawet przy takiej ilości lakierów są pojedyncze egzemplarze do których bardzo chętnie wracam i których użyłam więcej niż raz lub dwa. Jeśli chodzi o jakość tego koloru, to nie będę się zbyt długo rozwodziła (bo też i nie mam za bardzo na to czasu). Pędzelek nie raz Wam już opisywałam: spłaszczony, lekko zaokrąglony i bardzo wygodny. Konsystencja rzadka, ale nie spływa na skórki (całe szczęście!). Przy tak intensywnym kolorze czyszczenie okolic paznokcia byłoby mordownią :D Pierwsza warstwa kryje bardzo dobrze, tak na oko powiedziałabym, że na 90%. Jeśli komuś zależy na czasie, to spokojnie jedną warstwę może zostawić. Nie wygląda wcale źle. Przy tym szybko wysycha. Druga warstwa kryje już perfekcyjnie, potrzebuje niewiele więcej czasu na wyschnięcie i przy tym pięknie błyszczy :) Końcówki ścierają się po około trzech dniach, więc w sumie całkiem szybko, a odpryski pojawiają się po około pięciu dniach. Najdłużej zdarzyło mi się nosić ten lakier (z dobrym topem) do tygodnia. Nie zmienia to jednak faktu, że nasycona barwa i duży komfort malowania wygrywają tutaj zawody :) Cena lakieru to na obecną chwilę 5-7zł (wiadomka, zależy gdzie kupujecie) ;) Za piątaka warto mieć taki lakier :)

Wibo wow MIX SAND 4 to taka czerwień, ale jakby trochę różowa. Zależy jak kto patrzy :P Według mnie bliżej jej do czerwieni jednak ;) Nałożyłam dwie warstwy, bo jedna zdecydowanie nie dawała rady. Wyraźnie widziałam wolny koniec paznokcia i stwierdziłam, że tak być nie będzie! Stąd druga warstwa… Wysychanie całkiem, całkiem… Przeważnie wszelkiego rodzaju i maści piaski szybko wysychają, jednak tutaj chwilę czekałam. Tak naprawdę wierzchnia warstwa lakieru szybko zrobiła się szorstka i wyglądała na suchą, jednak pod spodem była jeszcze plastyczna i wrażliwa na wszelkiego rodzaju urazy mechaniczne. Co do szorstkości – jest przyjemna. Nie drapie i nie zahacza mimo tych wszystkich upakowanych drobinek (dżizas… czego w tym lakierze nie ma!). Muszę przyznać, że spodobała mi się ta seria lakierów od Wibo :) Wytrzymałość… Hmm… Chyba jest niezniszczalny :P Jak już zaschnie, to nie schodzi sam z siebie i co więcej, nawet pod wpływem zmywacza stawia opory :P Jak to piasek… A raczej lakier strukturalny ;)

Na palcu wskazującym jak widzicie dodałam białe kropki w dwóch rozmiarach (wykonałam je sondą). Chciałam, żeby mani nie było tak całkiem czerwone i chyba mi się udało uzyskać fajny efekt :) Nawet za moim biednym Piotrkiem chodziłam i mu pokazywałam moje skromne zdobienie (Zobacz jakie mam ładne paznokcie!) :D

I to by było na tyle ;) Mam nadzieję, że zdobienie Wam się podoba i że same takie również zastosujecie na swoich paznokciach :) Czekam na komentarze i Wasze opinie na temat tych lakierów jeśli je macie lub planujecie być może mieć…? :) Zmykam do wanny a później do pracy. Buziole :*

Aha! I jeszcze postscriptum! Czasem pytacie jakiego używam zmywacza do paznokci. Postanowiłam wreszcie go uwiecznić na zdjęciu :)

Zmywacz THE GARDEN OF COLOUR (Silcare) kupuję zawsze na Allegro. Za litrową butelkę płacę około 20zł i kupuję przeważnie po dwie butelki. Są wydajne, tanie, delikatnie pachnące, kolorowe i nie niszczą jakoś karygodnie paznokci :) Zdecydowanie nie opłacałoby mi się kupować co chwilę zmywacza o małej pojemności w drogeriach. Za dużo go zużywam ;) Oczywiście na co dzień nie operuję taką dużą butelką, bo to by było mocno niewygodne. Przelewam sobie zmywacz do mniejszych buteleczek z dozownikiem :) Wiecie, z taką jakby pompką.

I teraz to już naprawdę koniec. Miłego dnia Kobietki :)