425 – SOUTH BEACH

Witam Was w pierwszy dzień najpiękniejszego miesiąca, jakim jest maj :) Pogoda dziś raczej nie dopisuje i jeśli ktoś sobie planował urządzić majówkę na świeżym powietrzu – może czuć się lekko rozczarowany aurą. Ja na szczęście niczym nie czuję się rozczarowana, a nawet wprost przeciwnie! Spałam do południa, nie nastawiałam sobie w ogóle budzika, obudziły mnie grzmoty jakiejś przejściowej burzy, nie musiałam wstawać… No żyć nie umierać :) A jak już zwlekłam cztery litery z łóżka to zaczęłam podziwiać swoje nowiutkie lakiery Orly, które kupiłam za grosze na stronie www.dystrybutor-sklep.pl w cenach nadzwyczaj okazjonalnych. Korzystajcie póki mają promocję! Ja zdecydowałam się na aż czternaście buteleczek i jestem nimi zachwycona :) Złożyłam zamówienie we wtorek, a wczoraj już kurier dostarczył mi paczuchę. I jak tu nie mieć dobrego dnia? :)

Mój aparat zaskakuje mnie z miesiąca na miesiąc coraz mocniej i wcale nie w pozytywnym znaczeniu tego stwierdzeniu… Nie pokazuje rzeczywistych barw jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju neony lub odcienie tak zwane trudne, czyli na przykład turkusy. Nigdy nie miał problemów z jasnymi kolorami. Tak mi się przynajmniej wydawało :) Aż do czasu, kiedy zaczęłam robić zdjęcia paznokci pomalowanych lakierem IsaDora 713 SOUTH BEACH.

Generalnie wszystko jest okej, po za tym, że w rzeczywistości lakier ten wcale nie jest tak mocno pomarańczowy. Jest to pomarańcz rozbielony, ale jednocześnie zbyt ciemny, żeby nazwać go brzoskwinią. Przynajmniej moim zdaniem… Co ciekawe, szukałam w internecie zdjęć, które ukazywałyby faktyczny kolor tego lakieru i nie trafiłam na takie. Musicie sobie więc wyobrazić odcień na podstawie mojego opisu: jasny, rozbielony pomarańcz, jednocześnie dosyć wyraźny, ale jeszcze nie neonowy :D Jasno się wyraziłam? ;)

Jego jakość niczym mnie nie zaskoczyła, bo postawiłam mu wysoko poprzeczkę mając na uwadze jakość lakierów IsaDora, z którymi miałam do czynienia dotychczas. Nie rozczarował mnie na szczęście ;) Pędzelek płaski, bardzo wygodny, konsystencja mocno kremowa i niezbyt rzadka, bardzo dobrze kryjąca (jedna warstwa kryje już właściwie w 100%). Lakier szybko wysycha i mi udawało się go nosić na paznokciach nawet do tygodnia. Podoba mi się jego optymistyczny, wesoły kolor :) W ogóle lakiery IsaDora mają świetną jakość i piękne kolory! Już bym chciała mieć kolejne buteleczki z tej firmy :D W związku z tym rozpoczęłam systematyczne prośby adresowane do mojego lubego, oczywiście są to prośby o nowe IsaDory, bo to on mi je zawsze kupuje ;)

Tym optymistycznym akcentem kończę pierwszą majową notatkę i nawet przymierzam się do zrobienia za chwilę kolejnej :) Buźka ;)

382 – orange flash

Witam moje Kobiety najdroższe w sobotni poranek :) Planowałam spać do dziewiątej co najmniej! Jednak zostałam brutalnie obudzona prze ósmą :P A skoro już wstałam i nawet sobie kawę zrobiłam, to pomyślałam, że mam jeszcze całkiem sporo czasu wolnego przed wyjściem do pracy. Czemu by nie zrobić wpisu? Pytam sama siebie… I w mig odpowiadam na zadane samej sobie pytanie: Zrobię! A co!

Dziś będzie mono-kolorystycznie, ale za to bardzo intensywnie. Zwłaszcza że mój aparat zechciał jeszcze bardziej wyostrzyć barwę lakieru, który i tak już jest wyrazisty. Przedstawiam Wam lakier IsaDora 774 ORANGE FLASH :)

Może zacznę od tego, że to nie jest kolor dla mnie ;) Tak jak kiedyś miałam jakieś ale do fioletów, tak teraz mogą dla mnie zupełnie nie istnieć żadne ciemniejsze bądź jaśniejsze odcienie pomarańczu. A to jest odcień bardziej zbliżony do czerwieni, niż do czystego, pomarańczowego koloru. Na zdjęciach wygląda na pomarańcz, jednak w rzeczywistości jest bardziej właśnie czerwony i przede wszystkim mniej ostry. Cóż, ja się już zdążyłam przyzwyczaić do kaprysów mojego Soniaka, a tymczasem nie stać mnie jeszcze na lepszy sprzęt (tak naprawdę, to ja po prostu nie potrafię na niego odłożyć. Nigdy nie byłam oszczędna…).

O samym lakierze nie będę się jakoś specjalnie długo rozpisywała, bo właśnie doszłam do wniosku, że mimo iż jest piękny, to wcale mi się o nim pisać nie chce :D Pędzelek mega wygodny (jak wszystkie IsaDory, które mam), czyli płaski i zaokrąglony, dosyć szeroki. Nawet moje stosunkowo duże paznokcie pokrywa szczelnie lakierem przy dwóch-trzech machnięciach. Nie trzeba cholera wie ile wachlować, żeby pomalować całe paznokcie ;) Krycie bardzo dobre. Pierwsza warstwa tak naprawdę już wystarczy, ale druga po pierwsze przedłuża żywotność manikiuru, a po drugie wyciąga jeszcze bardziej kolor. W sensie podkreśla ;) Wysychanie szybkie. Aha, jeszcze konsystencja – w sam raz. Rzadkawa, ale solidna, nie ścieka i nie brudzi. O właśnie, nie farbuje przy zmywaniu :) Bo pomarańcze czasem lubią to robić. Trwałość do około pięciu dni z palcem w nosie ;) Prędzej zrobi się pajęczynka i pościerają się końcówki niż lakier odpryśnie. Więc jest pod tym względem naprawdę godny polecenia. Dodatkowo poza pięknym kolorem na uwagę zasługuje fakt, że ma błyszczący shimmer. Subtelny, ale jednak jest :) Wiecie, że to lubię :D Jednak ta cecha nie sprawia, że pomaluję paznokcie tym lakierem po raz kolejny. Przynajmniej dopóki nie minie mi awersja do pomarańczowych lakierów :P

I to by chyba było na tyle. Życzę Wam miłego weekendu :) Ja swój niestety spędzę w pracy, ale jak to się mówi: ktoś musi pracować, żeby ktoś miał wolne ;) Być może będę miała jeszcze siłę dodać coś dziś późnym wieczorem, a jeśli nie, to widzimy się jutro. Buźka :*

P.S. Korci mnie strasznie mocno żeby się jeszcze zdrzemnąć :P