497, 498 – biało-fioletowe gwiazdki

Hejka :P Mam wrażenie, że zdobienie, które za moment zobaczycie nie do końca pasuje do zimowego klimatu. Zresztą… jakiego zimowego! Jak śniegu nie ma. Przynajmniej u mnie! A zima bez śniegu, to nie zima! ;) No, więc znalazłam sobie wytłumaczenie. Skoro nie ma śniegu, to nie ma zimy. A jak nie ma zimy, to gwiazdki mogą być – nawet fioletowe! :P

Pierwszy z lakierów jaki posłużył mi do wykonania tego manikiuru to Lovely summer SAND nr 1. Według mnie powinien należeć do jakiejś zimowej kolekcji piasków, a nie do letniej. Nie przypomina Wam trochę śniegu? Mam na myśli zarówno barwę, jak i fakturę oraz błyszczące na biało/srebrno drobinki. Tak samo błyszczy w słońcu świeży śnieg! Jest rzadki i jakby lekko kleisty. Kryje całkiem nieźle przy pierwszej warstwie, ale po wyschnięciu jest jeszcze zbyt delikatny i przez to jakby niekompletny, dlatego nałożyłam również drugą warstwę. Jak na piasek schnie dosyć długo, bo musiałam odczekać z pół godziny zanim odbiłam gwiazdki. Nie mogę go również pochwalić za trwałość, bo poodpryskiwał dosyć szybko, po dwóch czy trzech dniach. Dodatkowym minusem jest to, że masakrycznie się brudzi. Chropowata powierzchnia łapie z marszu każdą przecierkę i każdy mały brudek w postaci maźnięcia długopisem, kredką, mazakiem etcetera. Nie było większego problemu ze zmywaniem na szczęście :) Generalnie ten lakier ma całkiem sporo wad, ale ze względu na jego wykończenie, które mi się naprawdę podoba – nie skreślam go dożywotnio ;)

Kolejnym lakierem jest Life Trendy Colour 111 – taki mały bejbuś o pojemności 5,5ml. Nie po raz pierwszy te kurdupelki za 4,99zł bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie są zbyt popularne wśród blogerek (przynajmniej niczego takiego nie zaobserwowałam), a to źle. Bo? Bo są tanie i całkiem niezłe, a co ważne – w zasięgu ręki każdego, kto ma wystarczająco blisko siebie Super-Pharm. Tylko tam można je kupić (chyba, że o czymś nie wiem…). Ja mam ich już tak ogromną ilość, że jak widzę jakieś piękne kolory na sklepowej półce, to się muszę trzy razy zastanowić, czy czasem już tego czy tamtego w swoich zbiorach nie mam ;) Straciłam rachubę! Czy kupuję je masowo? Zdarza się, że tak. Bo wiem, czego się można po nich spodziewać.

Przed sobą widzicie buteleczkę z jasnym, pastelowym lila fioletem w środku. Wykończenie ma gładkie i kremowe. Jest rzadki, ale jednocześnie zwarty i bardzo komfortowo maluje się nim paznokcie. Nie ścieka, nie brudzi, nie bąbluje. Kryje całkiem nieźle przy pierwszej warstwie, ale zostawia miejscami jakieś prześwity, więc druga warstwa według mnie jest obowiązkowa. Wysycha może nie jakoś błyskawicznie, ale standardowo. Bardzo ładnie błyszczy po wyschnięciu i gdyby nie chęć przedłużenia jego żywotności nie ma w zasadzie konieczności nakładania na niego topu. Pierwsze odpryski pojawiły się po trzech dniach. Nie zaskoczyły mnie, bo nie spodziewałam się po nim siedmiodniowej trwałości ;) Czytając mój opis możecie sobie pomyśleć, że wcale rewelacyjnej jakości ten lakier nie ma. Po części się zgodzę :) Jednak lubię go mimo wszystko: za przepiękny, delikatny odcień fioletu, za wygodę malowania, za cenę i za to, że (przynajmniej dla mnie) ten lakier jest bardzo łatwo dostępny.

Powoli zbliżamy się do końca notatki. Wytrzymujecie jeszcze? ;)

Lakier, którym odbiłam gwiazdki to B. a Berry Smoothie, czyli jedno z dzieci Colour Alike oraz B. loves plates. Bez dwóch zdań ich lakiery do stempli są moimi ulubionymi i nie zamierzam póki co zmieniać zdania w tej kwestii :) Kupuję je wszystkie (tak, mam już nawet te najnowsiejsze! ;)) i gdyby dało się zamówić kolejne nawet w ciemno, to zrobiłabym to bez wahania. Polecam je absolutnie każdej z Was, niezależnie od tego czy jesteś osobą dopiero zaczynającą zdobić swoje paznokcie stempelkami, czy może zajmujesz się tym już od jakiegoś czasu.

Lakier ma lekko kleistą konsystencję, jest perfekcyjnie kryjący i dzięki temu wzorki odbijają się bardzo ładnie. Nie wysycha zbyt szybko na płytce z wzorkami, dlatego nie stanowi żadnego problemu ściągnięcie go z niej za pomocą stempla i przeniesienie na paznokieć. Kolory są wyraziste i nie rozmazują się. 8 ml pojemności to wcale nie jest mało, a że na dodatek nakłada się tylko odrobinę lakieru na płytkę – wystarczy na baaardzo długo ;) Mam już swoje lakiery do stempli od jakiegoś czasu i żaden nie zgęstniał i nie zmienił swoich właściwości w niepokojący sposób.

Kupić możecie je na stronie colorowo.pl lub na Allegro. Skąd ja je zamawiam? Jeśli kupuję same lakiery, to z colorowo.pl (szybszy czas dostawy). Jeśli natomiast kupuję również stemple, wymienne gumy, płytki czy zdrapki, to wtedy zamawiam lakiery z Allegro.

Ostatnim bohaterem, a w zasadzie bohaterką tego tasiemca jest płytka z której pochodzą gwiazdki :) A oto i ona!

Jest to jedna z małych płytek z Born Pretty Store. Na początku nie byłam specjalnie przekonana do tej płytki, ale przyznaję, że gwiazdki na paznokciach prezentują się całkiem nieźle :) Cena płytki to 1,79$ i pamiętajcie, że za wysyłkę nic nie płacicie ;)

Gdybyście planowały większe zakupy na BPS, to możecie skorzystać z mojego kodu rabatowego, dającego Wam 10% rabatu od standardowej ceny produktu: GYSQ10 :)

I to tyle na dziś :) Dotrwałyście do końca? :P

Gdyby nie udało mi się już zrobić żadnej notatki, to życzę Wam wszystkiego najlepszego w nadchodzącym Nowym Roku! Oby był lepszy od obecnego ;) I życzę Wam też przede wszystkim szczęścia! Bo…

Buziaki :*

419 – i’m so fluffy

Swojej premiery na blogu wreszcie doczekał się jeden z lakierów Essence I ♥ TRENDS THE PASTELS, a konkretnie numer 03 i’m so fluffy. Zacznę od tego, że ma ciekawą nazwę. Samo słówko fluffy brzmi słodko :P Kojarzy mi się z jakimś uroczym, puszystym stworzonkiem typu mały kociak lub szczeniaczek. Jednak jego kolor zdecydowanie żadnego zwierzęcia nie przypomina! Jest to bowiem brzoskwinia niby pastelowa, a jednak dosyć intensywna. Nie przypomina niepozornego odcienia cielistego. Wręcz przeciwnie, jest od razu na dłoniach zauważalna. Sama w sobie jest ładna, jednak zachciało mi się czymś ją przyozdobić ;) Nie miałam weny na łączenie jej z innymi kolorami, nie chciałam niczego doklejać, ani też nie chciałam, żeby zdobienie wyszło krzykliwe. Postawiłam więc na białe kwiaty odbite stemplem z blaszki B. loves plates. Tym razem użyłam wzoru z płytki ♥ B.02 ♥ flower power ♥ Wyszło subtelnie i dokładnie tak, jak chciałam :)

Do lakieru robiłam dwa podejścia. Za pierwszym razem ciężko mi się z nim współpracowało, bo wydał mi się zbyt gęsty i jakby kleisty. Przy drugim podejściu miałam na jego temat już całkiem odmienne zdanie, wcale nie stwarzał problemów podczas nakładania i w sumie dziwiłam się sama co mogło mi się w nim wcześniej nie podobać :P Konsystencja faktycznie do jakichś przesadnie rzadkich nie należy, ale nie jest też mocno męcząca. Po prostu trzeba nad nią zapanować. Nie ścieka na skórki, nie rozlewa się, nie smuży. Lakier bardzo ładnie kryje już przy pierwszej warstwie, która szybko wysycha, ale uważam, że druga warstwa również jest potrzebna. Zanim odbiłam białe kwiatki zaczekałam około pół godziny i ten czas w zupełności wystarczył dla wyschnięcia tej właśnie drugiej warstwy. Później już tylko szybkoschnący top i voilà! :) Paznokcie zrobione! Oczywiście jak zwykle chodziły mi po głowie jakieś motywy geometryczne, ale postanowiłam kiedyś w końcu przekonać się do kwiatków na paznokciach. Wydaje mi się, że wyszło całkiem nieźle :) A Wam jak się podoba?

Aha, jeśli jeszcze o lakier essence chodzi… Do kupienia za 7,99zł w drogeriach Natura, w niektórych Super-Pharm oraz na przykład w internecie na stronie ladymakeup.pl, gdzie znajdziecie również wiele innych lakierów do paznokci oraz kosmetyków do makijażu :) Ogólnie podsumowując tę śliczną brzoskwinię – jestem na tak. Krycie ok, wysychanie ok… Matko, o trwałości nic nie napisałam :P Paznokcie pomalowałam we wtorek jakoś po południu, a pierwszy odprysk pojawił się w sobotę wieczorem (wczoraj w sensie). Od razu go zmyłam (schodzi bez problemu) i teraz już mam inny lakier na paznokciach ;) Więc wytrzymałość też jest w porządku. Cztery dni bez pościeranych końcówek i po czwartym dniu pierwszy odprysk. Uważacie, że to dobry wynik? :) Bo moim zdaniem, owszem :)

Na zakończenie dorzucam jeszcze kilka fotek organizera na płytki B. loves plates. Kupiłam go całkiem niedawno i jestem przeszczęśliwa, że to zrobiłam, ponieważ nic mi się nie porysuje, ładnie wygląda (wykonanie jakościowo też jest super), a na dodatek dostałam w gratisie zdrapkę do usuwania nadmiaru lakieru z płytek. Zdrapka już jest moim numerem jeden wśród innych przyrządów służących do tego celu ;)

To by było na tyle :) Kto się już skusił na pastelowe essensiaki? Myślicie, że warto je mieć w swoich zbiorach?

P.S. À propos zbiorów… Moje się dziś powiększyły o trzy kolejne buteleczki KIKO ;)