442, 443 – złoty deszcz na subtelnym tle

Mieliśmy dziś piękną pogodę :) Kto może, ten jeszcze pewnie grilluje, odpoczywa na świeżym powietrzu, relaksuje się ze znajomymi przy piwku i tak dalej i tak dalej… Ja jestem już w łóżku, ponieważ jutro wstaję rano i niestety idę do pracy. Wiecie, jak to jest: ktoś musi pracować, żeby ktoś miał wolne :P Mam nadzieję, że większość z Was ma wolny cały długi weekend :) Będzie mi jednak niezmiernie miło, jeśli po całym tym relaksie i odpoczywaniu zajrzycie na mojego bloga.

Dziś nowa notatka… Poświęcę ją w głównej mierze lakierowi, o którym wspomniała jedna z Was w jednym z ostatnich komentarzy. Chodzi o brzoskwiniowy lakier Golden Rose Paris 235. Kolor ma cudny, to niezaprzeczalny fakt. Jednak jego jakość nie jest tak do końca cudna ;) Właściwie, to z cudnością nawet niewiele ma wspólnego…

Sam kolor Parisa to jak zapewne doskonale widzicie pastelowa brzoskwinka, bez żadnych dodatków w postaci shimmerów et cetera. W buteleczce o pojemności 11ml kryje się wąski pędzelek oraz rzadki lakier z którym należy uważać, ponieważ ma duże tendencje do rozlewania się poza płytkę paznokcia. Całe szczęście, że jest jasny, więc czyszczenie skórek nie jest bardzo uciążliwe. Nie zmienia to jednak faktu, że lepiej by było, gdyby się nie rozlewał :P Pierwsza warstwa zostawia ogromne prześwity, ale za to wysycha całkiem szybko. Niezbędne jest nałożenie drugiej warstwy – tę już można położyć trochę grubiej. Schnie dużo dłużej niż pierwsza i co gorsze nadal widziałam prześwity. Stwierdziłam jednak, że nakładanie trzeciej warstwy jest bez sensu i dodałam w górnej części paznokci złoty nalot – dla odwrócenia uwagi od prześwitów ;) Całość zmuszona byłam potraktować szybkoschnącym topem, bo w przeciwnym wypadku czekałabym chyba cały dzień na wyschnięcie paznokci :\ I nie był tu problemem złoty brokat Life TRENDY COLOUR 47, ale Paris.

Tak więc suma sumarum zachwycona nim jakoś nie jestem. Problematyczny lakier z tej brzoskwinki ;) Jeśli też go macie to proszę dajcie znać czy u Was też się tak byle jak sprawuje. A teraz życzę… dobrej nocy ;)

P.S. Tak mi teraz przyszło do głowy, że błyszczący na złoto manikiur może nie do końca jest odpowiedni na wakacyjny (lub wiosenny) urlop, ale przecież zaczął się sezon weselny! Na taką imprezę złoty dodatek na paznokciach jest jak znalazł :D Zwłaszcza dla osób, które nie specjalnie przepadają za wszelkiego rodzaju pierścionkami (jak na przykład ja…) :D Co o tym myślicie? :)

436 – niepozorny maluch

Pamiętacie, jak wspominałam Wam o promocji w Super-Pharm jakiś czas temu? Przy zakupie dwóch lakierów Life trzeci dostawało się za 1 gr. Kupiłam ich wtedy całe mnóstwo, bo mimo, że są tanie, całkiem nieźle maluje się nimi paznokcie i mają ciekawe kolory :) Pamiętajcie, że o tym, czy lakier jest dobry czy też nie, nie zawsze decyduje jego cena. Przytoczę Wam cytat pewnej (moim zdaniem) niemądrej panienki, która skomentowała lakiery Life mimo, że nigdy ich nie używała… Stałam przy koszyku z tymi maluchami, podchodzi kobieta około 45 lat i razem ze mną przegląda kolory. Po chwili dołącza do nas wspomniana przed chwilą panienka w markowych ciuchach, z torebką za kilkaset złotych i mówi oburzona do kobiety: Mamo, nie oglądaj tego nawet! Przecież to jakieś gówno jest! Uniosłam brew ze zdziwienia i zaczęłam się dyskretnie przysłuchiwać… Mama odpowiada: Skąd wiesz? Używałaś ich? Tu są takie ładne kolory. Córcia: Nie i nawet nie zamierzam. Za taką cenę to może być tylko szajs. I sobie poszły. Może to i lepiej, bo niestety głupota ludzka wyzwala we mnie skrytą gdzieś głęboko agresję i poczucie, że nienawidzę ludzi. A już najbardziej takich, dla których liczy się jedynie przysłowiowa metka! Wrrr… Okej, faktycznie, są produkty, za które warto zapłacić więcej, bo są warte tej ceny. Ale czemu można osądzać jakość tego czy innego produktu po pierwsze na podstawie ceny, a po drugie wtedy, gdy nigdy się go nie używało? No litości.

Po tym przyjemnym wstępie przechodzę już do głównego tematu notatki, jakim jest lakier Life TRENDY COLOUR 112.

I jak Wam się podoba mój mały nabytek? ;) Coś czuję, że bardzo Wam przypadnie do gustu :D Jego standardowa cena, to 4,99zł i kupić go możecie w drogeriach Super-Pharm.

Malowało mi się nim całkiem wygodnie. Kryje jak korektor, bardzo szczelnie i trzeba z nim postępować ostrożnie, bo każda nierówność przy skórkach rzuci się od razu w oczy. Tak sobie myślę, że będzie wyglądał genialnie na tle opalonej skóry latem :) Pędzelek ma niewielki, wąski, niczym szczególnym się nie wyróżnia. Pierwsza warstwa kryje już niemalże w 100%, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie nałożyła drugiej. Wielkiej różnicy nie było, ale miałam poczucie, że jest idealnie :P Wysychanie standardowe, ani błyskawiczne, ani nie uciążliwe. Lakier zmyłam po trzech dniach z tego co pamiętam i nic złego się z nim nie stało. Żadnych odprysków nie było, końcówki starte były może w jakimś mikroskopijnym stopniu… Ile wytrzymałby na paznokciach, gdybym go nie zmyła? Teraz Wam nie powiem, ale myślę, że jeszcze nie raz do niego wrócę, zwłaszcza latem i wtedy się okaże, jak wielkim szajsem jest lakier kupiony na promocji za 3,33 zł :P

A tak jeszcze po za tym wszystkim wspomnę krótko o jego kolorze. W zasadzie spodobał mi się w sklepie praktycznie od razu i wiedziałam, że muszę go wziąć. Nie sądziłam jednak, że na paznokciach będzie wyglądał tak przezajebiaszczo! :D Jego kolor to pastelka w ciężkim do określenia odcieniu… Coś jakby pomieszanie błękitu, mięty i koloru lazurowego.

I to na tyle :) Mam nadzieję, że lakier się Wam spodoba. Zapamiętajcie też jedno: często warto się na coś zdecydować niezależnie od śmiesznie niskiej ceny. Mam nadzieję, że mam tu same mądre czytelniczki, które o tym wiedzą! :) Buziaki dla Was moje Kobietki :) :* Dobranoc!