518, 519, 520 – baby blue, baby pink & blue mist

Hejka :) Dzisiejsze paznokcie będą takie urocze, takie słodziutkie! :D Pastelowe, delikatne, bardzo dziewczęce i… co tu dużo mówić. O takie będą:

Od bardzo dawna chciałam użyć tego drobinkowego topu, który widzicie na paznokciu serdecznego palca. Nie za bardzo miałam wenę z czym go połączyć, ale pomyślałam, że jasny róż i błękit to będą odpowiedni towarzysze dla mySecret Nail Art 236 BLUE MIST. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam no i efektem jest manikiur widoczny powyżej.

Kiedy miałam go na paznokciach bardzo mi się podobał. Dziś mam trochę mniej radosny humor, więc wydaje mi się zbyt trywialny, żeby nie powiedzieć, że dziecinny ;) No ale wiadomą rzeczą jest, że codziennie mamy inny nastrój i ma prawo podobać nam się na paznokciach co innego! P.S. Dziś mam piękną, ciemną wiśnię na paznokciach ;) Zupełne przeciwieństwo tego, co widać powyżej… Gusta gustami, ale skupmy się na samych lakierach.

Zacznę od wspomnianego już wyżej mySecret Nail Art 236 BLUE MIST. Fajnie wygląda w buteleczce. Korciły mnie zwłaszcza te białe kwiatuszki, które w nim pływają. Niestety wyłowienie ich pędzelkiem należy do zadań wręcz niewykonalnych! Podjęłam więc próbę wydłubania ich spośród pozostałych drobinek sondą do zdobień. Okej, po którejś próbie się udało, ale… Wcale tak fajnie na paznokciach nie wyglądały :/ Co gorsza, nie są elastyczne, tylko sztywne, więc na mojej zaokrąglonej płytce paznokcia (no na pewno jest jej bliżej do określenia ‚zaokrąglona’ niż ‚płaska’) odstawały kanty kwiatuszka i w ogóle, ale to absolutnie mi się nie podobały :( Pozostałam więc przy wersji okrojonej, czyli standardowo nałożyłam topper pędzelkiem na różową bazę na zasadzie: co się przykei, to będzie. I powiem szczerze, że nawet mi przypadło do gustu połączenie białych mini drobinek z trochę większymi niebieskimi w dwóch rozmiarach :) Takie piegusy pogodne :) Podsumowując lakier: po początkowych trudnościach – nawet może być, ale żadnego wow nie robi.

No właśnie, topper jest na różowej bazie, która również pochodzi z mySercet, a jest to lakier 203 BABY PINK. Nazwa koloru jest absolutnym strzałem w dziesiątkę! Jestem zakochana w odcieniu tego lakieru po uszy! Jest przecudowny! :) Mogłabym się rozpływać nad nim w nieskończoność, ale same przecież widzicie jaki ma boski odcień :)

Jeśli chodzi natomiast o jego jakość, to na pewno mogę od razu powiedzieć jedną rzecz: nie jest idealnie. Lakier ma wygodny, prosto ścięty i delikatnie spłaszczony pędzelek. Jest rzadki i sprawia wrażenie bardzo dobrze kryjącego. No i w zasadzie taki jest, ale jakie on zostawia prześwity nierównomierne…! Ludzie. Nie wierzyłam. Pierwsza cienka warstwa wyschła szybko. Nałożyłam drugą i też cały czas gdzieniegdzie widziałam prześwity! No to cóż, nie pozostało mi nic innego jak nałożyć trzecią warstwę. Schła (o losie…) długo. Na szczęście ktoś bardzo mądry wymyślił szybkoschnące topy :)
No dobra, z wysychaniem jakoś sobie poradziłam. Jak natomiast było w kwestii trwałości lakieru? Też bez szału, bo na dobrą sprawę po dwóch pełnych dniach noszenia różu na paznokciach musiałam go zmyć. Po prostu poodpryskiwał i to w kilku miejscach, więc sorry… ale nie. Nie zachwycam się. Kolor owszem, genialny – naprawdę bardzo mi się podoba. Natomiast pod względem jakości lakier zupełnie nie godny polecenia. A przynajmniej mi się z nim kiepsko współpracowało :)

No dobra, to pozostaje nam niebieski Life 131, który ma bardzo ładny, czysty, błękitno-pastelowy kolor bez zbędnych tonów fioletu czy zieleni :)

I tu też radośnie nie było podczas malowania. Pędzelek standardowo niewielki i wygodny w tych lakierach tym razem okazał się być pełen wad. Zacznę od tego, że jest nierówno przycięty, lekko skośnie. Ma szorstkie, drapiące włosie zostawiające niemiłosierne smugi na paznokciach. Ale najgorsze jest chyba to, że fatalnie manewrowało się nim przy skórkach, ponieważ układa się w miotełkę i maże wszystko wokół paznokcia jak leci. Współpraca z tym pędzelkiem naprawdę nie należała do przyjemności. Po za tym lakier jest nawet niezły ;) Kryje przy dwóch warstwach (grubych, żeby jakoś zakryć ślady po rysach zostawionych przez ten podły pędzelek), wysycha dosyć szybko i nawet utrzymuje się przyzwoicie jak na lakier za 5zł :) Przez cztery dni miałam jedynie pościerane końcówki i może ze dwa czy trzy bardzo drobne odpryski. Całkiem sensowny wynik :)

No i tak oto notatka dobiegła końca. Nie było dziś chwalenia i wynoszenia pod niebiosa lakierów, bo też i na to nie zasłużyły. Czy któraś z Was używała może tych kolorów? :) Czy możecie się ze mną podzielić swoimi wrażeniami na ich temat? :)

497, 498 – biało-fioletowe gwiazdki

Hejka :P Mam wrażenie, że zdobienie, które za moment zobaczycie nie do końca pasuje do zimowego klimatu. Zresztą… jakiego zimowego! Jak śniegu nie ma. Przynajmniej u mnie! A zima bez śniegu, to nie zima! ;) No, więc znalazłam sobie wytłumaczenie. Skoro nie ma śniegu, to nie ma zimy. A jak nie ma zimy, to gwiazdki mogą być – nawet fioletowe! :P

Pierwszy z lakierów jaki posłużył mi do wykonania tego manikiuru to Lovely summer SAND nr 1. Według mnie powinien należeć do jakiejś zimowej kolekcji piasków, a nie do letniej. Nie przypomina Wam trochę śniegu? Mam na myśli zarówno barwę, jak i fakturę oraz błyszczące na biało/srebrno drobinki. Tak samo błyszczy w słońcu świeży śnieg! Jest rzadki i jakby lekko kleisty. Kryje całkiem nieźle przy pierwszej warstwie, ale po wyschnięciu jest jeszcze zbyt delikatny i przez to jakby niekompletny, dlatego nałożyłam również drugą warstwę. Jak na piasek schnie dosyć długo, bo musiałam odczekać z pół godziny zanim odbiłam gwiazdki. Nie mogę go również pochwalić za trwałość, bo poodpryskiwał dosyć szybko, po dwóch czy trzech dniach. Dodatkowym minusem jest to, że masakrycznie się brudzi. Chropowata powierzchnia łapie z marszu każdą przecierkę i każdy mały brudek w postaci maźnięcia długopisem, kredką, mazakiem etcetera. Nie było większego problemu ze zmywaniem na szczęście :) Generalnie ten lakier ma całkiem sporo wad, ale ze względu na jego wykończenie, które mi się naprawdę podoba – nie skreślam go dożywotnio ;)

Kolejnym lakierem jest Life Trendy Colour 111 – taki mały bejbuś o pojemności 5,5ml. Nie po raz pierwszy te kurdupelki za 4,99zł bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie są zbyt popularne wśród blogerek (przynajmniej niczego takiego nie zaobserwowałam), a to źle. Bo? Bo są tanie i całkiem niezłe, a co ważne – w zasięgu ręki każdego, kto ma wystarczająco blisko siebie Super-Pharm. Tylko tam można je kupić (chyba, że o czymś nie wiem…). Ja mam ich już tak ogromną ilość, że jak widzę jakieś piękne kolory na sklepowej półce, to się muszę trzy razy zastanowić, czy czasem już tego czy tamtego w swoich zbiorach nie mam ;) Straciłam rachubę! Czy kupuję je masowo? Zdarza się, że tak. Bo wiem, czego się można po nich spodziewać.

Przed sobą widzicie buteleczkę z jasnym, pastelowym lila fioletem w środku. Wykończenie ma gładkie i kremowe. Jest rzadki, ale jednocześnie zwarty i bardzo komfortowo maluje się nim paznokcie. Nie ścieka, nie brudzi, nie bąbluje. Kryje całkiem nieźle przy pierwszej warstwie, ale zostawia miejscami jakieś prześwity, więc druga warstwa według mnie jest obowiązkowa. Wysycha może nie jakoś błyskawicznie, ale standardowo. Bardzo ładnie błyszczy po wyschnięciu i gdyby nie chęć przedłużenia jego żywotności nie ma w zasadzie konieczności nakładania na niego topu. Pierwsze odpryski pojawiły się po trzech dniach. Nie zaskoczyły mnie, bo nie spodziewałam się po nim siedmiodniowej trwałości ;) Czytając mój opis możecie sobie pomyśleć, że wcale rewelacyjnej jakości ten lakier nie ma. Po części się zgodzę :) Jednak lubię go mimo wszystko: za przepiękny, delikatny odcień fioletu, za wygodę malowania, za cenę i za to, że (przynajmniej dla mnie) ten lakier jest bardzo łatwo dostępny.

Powoli zbliżamy się do końca notatki. Wytrzymujecie jeszcze? ;)

Lakier, którym odbiłam gwiazdki to B. a Berry Smoothie, czyli jedno z dzieci Colour Alike oraz B. loves plates. Bez dwóch zdań ich lakiery do stempli są moimi ulubionymi i nie zamierzam póki co zmieniać zdania w tej kwestii :) Kupuję je wszystkie (tak, mam już nawet te najnowsiejsze! ;)) i gdyby dało się zamówić kolejne nawet w ciemno, to zrobiłabym to bez wahania. Polecam je absolutnie każdej z Was, niezależnie od tego czy jesteś osobą dopiero zaczynającą zdobić swoje paznokcie stempelkami, czy może zajmujesz się tym już od jakiegoś czasu.

Lakier ma lekko kleistą konsystencję, jest perfekcyjnie kryjący i dzięki temu wzorki odbijają się bardzo ładnie. Nie wysycha zbyt szybko na płytce z wzorkami, dlatego nie stanowi żadnego problemu ściągnięcie go z niej za pomocą stempla i przeniesienie na paznokieć. Kolory są wyraziste i nie rozmazują się. 8 ml pojemności to wcale nie jest mało, a że na dodatek nakłada się tylko odrobinę lakieru na płytkę – wystarczy na baaardzo długo ;) Mam już swoje lakiery do stempli od jakiegoś czasu i żaden nie zgęstniał i nie zmienił swoich właściwości w niepokojący sposób.

Kupić możecie je na stronie colorowo.pl lub na Allegro. Skąd ja je zamawiam? Jeśli kupuję same lakiery, to z colorowo.pl (szybszy czas dostawy). Jeśli natomiast kupuję również stemple, wymienne gumy, płytki czy zdrapki, to wtedy zamawiam lakiery z Allegro.

Ostatnim bohaterem, a w zasadzie bohaterką tego tasiemca jest płytka z której pochodzą gwiazdki :) A oto i ona!

Jest to jedna z małych płytek z Born Pretty Store. Na początku nie byłam specjalnie przekonana do tej płytki, ale przyznaję, że gwiazdki na paznokciach prezentują się całkiem nieźle :) Cena płytki to 1,79$ i pamiętajcie, że za wysyłkę nic nie płacicie ;)

Gdybyście planowały większe zakupy na BPS, to możecie skorzystać z mojego kodu rabatowego, dającego Wam 10% rabatu od standardowej ceny produktu: GYSQ10 :)

I to tyle na dziś :) Dotrwałyście do końca? :P

Gdyby nie udało mi się już zrobić żadnej notatki, to życzę Wam wszystkiego najlepszego w nadchodzącym Nowym Roku! Oby był lepszy od obecnego ;) I życzę Wam też przede wszystkim szczęścia! Bo…

Buziaki :*