399 – exotic liras

Siemka :D Znów jest bardzo późno i znów tworzę kolejną notatkę. Tym razem opowiem Wam w kilku słowach o jednym z moich ulubionych lakierów Essie, który nazywa się exotic liras i ma numer 32. Wygląda natomiast tak:

Jak zwykle mój aparat nie potrafił uchwycić rzeczywistej barwy lakieru. Na zdjęciach powyżej wygląda niemalże na czerwień, jednak tak naprawdę exotic liras jest różem. I to w dodatku bardzo pięknym, ciemnym różem, który zawsze przyciąga wzrok :) Z resztą moje spojrzenie również przyciągnął i dzięki temu znalazł się pośród innych lakierów w mojej kolekcji.

Za każdym razem zapominam zrobić zdjęcie pędzelka, więc musicie wierzyć mi na słowo, że jest stosunkowo długi, spłaszczony, zaokrąglony i miękki. Nie wyobrażam sobie, żeby jakimś lakierem malowało się paznokcie wygodniej niż Essie. Dziewczyny, które mają chociaż jeden lakier tej marki zapewne wiedzą co mam na myśli :) Pędzelek jest na tyle szeroki, że wystarczą dwa machnięcia i paznokieć pomalowany. Jeśli chodzi o kolor, który właśnie Wam pokazuje, to muszę jeszcze wspomnieć o bardzo dobrym kryciu. Generalnie Essie są dobrze kryjącymi lakierami, ale wiecie jak to jest, zdarzają się kolory niby dobrze kryjące, ale nie idealnie. Ten należy do tych niemalże idealnych. Pierwsza warstwa zakrywa już płytkę bez prześwitów i niedociągnięć, ja jednak nałożyłam jeszcze drugą warstwę, żeby lepiej wydobyć z niego piękną barwę. Ale w sytuacjach, kiedy na przykład planuję postawić na nim jakieś stempelkowe wzory – wtedy zawsze zostaję przy jednej warstwie. Exotic liras jest dosyć rzadki i trzeba z nim uważać, ponieważ jako mocno napigmentowany lakier lubi ubrudzić i zafarbować skórki. Często noszę go na paznokciach zamiast klasycznej czerwieni, ponieważ wygląda równie elegancko, a przy okazji ten odcień różu jest nieco elektryzujący ;) Osobiście uważam, że jest bardzo seksownym kolorem i mimo, że to róż, daleko mu do słodkości. Na paznokciach utrzymuje się do pięciu dni spokojnie i myślę, że wytrzymałby nawet dłużej, ale nie miałam okazji tego sprawdzić, ponieważ pięć dni bez zmiany manikiuru to już jest dla mnie za długo! ;)

Jedyną dużą barierą, jaka hamuje bardzo wiele dziewczyn czy kobiet przed zakupem tych lakierów, jest ich sklepowa cena. 35zł to dużo jak na lakier, niezależnie od jego jakości. Ale na szczęście często są w promocjach – mam tutaj na myśli drogerie Super-Pharm. Wtedy na przykład możecie je kupić 50% taniej :) Nawet teraz jest promocja -40% na WSZYSTKIE LAKIERY (ważna do 08.04.2015.)! Więc naprawdę warto skorzystać. Jeśli nie ma w miejscowości w której mieszkacie tej drogerii, to możecie na przykład poszukać wymarzonego koloru Essie na takich stronach internetowych jak: ezebra.pl, nocanka.pl lub kosmetykizameryki.pl :) Przyznacie, że 15zł brzmi już o wiele lepiej, niż 35zł :D

I to by chyba było na tyle. Cały weekend leniuchowałam, ale jutro (właściwie to już dziś!) muszę znowu iść do pracy… Zdradzę Wam, że moim największym marzeniem jest mieć kiedyś pracę, która będzie jednocześnie moją pasją i którą będę wykonywała z przyjemnością. Niestety życie nie zawsze jest tak kolorowe, jak byśmy chcieli. Dlatego właśnie ja swoje ubarwiam lakierami ;) Spijcie dobrze :) Buźka :*

350 – mamba

Podejrzewam, że słowo mamba kojarzy Wam się ze słodkimi cukierkami do żucia, a nie z lakierem do paznokci :) Wcale Wam się nie dziwię! :D Też mi się tak kiedyś kojarzyło. Do czasu, kiedy kupiłam lakier Essie numer 81 o tej właśnie uroczej nazwie.

Nie będę się jakoś strasznie rozpisywała nad tym lakierem, bo nie ma w nim tego czegoś, co by mnie mocno chwyciło za serce. Lubię go, owszem, ale jest to lakier, bez którego mogłabym się spokojnie obejść. Po pierwszym użyciu pomyślałam sobie nawet: kurcze, za te pieniądze mogłam sobie kupić ładniejszy kolor. Ale co zrobić, kupiłam, to kupiłam :P

Przyznaję, że nawet dosyć często go używam, kiedy na przykład: spieszy mi się, nie mam czasu/weny na precyzyjne pomalowanie paznokci, nie chcę żeby moje paznokcie rzucały się w oczy, a wręcz wolę, żeby pozostały anonimowe. W takich właśnie momentach ten lakier jest idealny :) Kryje już przy pierwszej warstwie, wygodnie się go nakłada, bo nie ścieka, bardzo szybko wysycha, nie widać jeśli gdzieś jest nierówno pomalowane, starte końcówki wręcz są niewidoczne na pierwszy rzut oka, z resztą odpryski też się jakoś wcale nie wyróżniają :P Same plusy! :) Tylko ten kolor jakoś mnie nie powala… Właściwie to nawet ciężko określić mi jego barwę. Coś a’la karmel? Beż to już raczej nie jest. Kawa z mlekiem też chyba nie. Może po prostu – jasny brąz :) Pewnie też zauważyłyście na zdjęciach, że lakier ma delikatny, srebrny shimmer. I wiecie już, że uwielbiam kiedy lakier delikatnie się błyszczy. Jednak nie w tym przypadku! Ten konkretny kolor wolałabym mieć czysty, bez żadnych dodatków. Taka moja fanaberia :P A może po prostu wstałam dziś lewą nogą…

P.S. Znów mi wiercą za ścianą!!! :(