Wapniowa oliwka Cuccio, czyli…

Czyli nic innego, jak mój mały, osobisty pomocnik w regeneracji skórek i paznokci :) Chociaż bardziej skupimy się dziś na paznokciach, ponieważ moje skórki w jakimś strasznym stanie ostatnio nie były, za to paznokcie owszem (niestety…).

Wspominałam Wam już od jakiegoś czasu, że lakier hybrydowy, który nosiłam przez jakiś czas na paznokciach miał fatalny wpływ na kondycję moich paznokci. Nie mam pojęcia czemu tak się stało i niestety nie wykluczam w tej kwestii mojego braku doświadczenia w pracy z hybrydami. Okej, komuś je mogę zakładać i ściągać, nie widzę problemu. Ale sobie? O nie, nie, nie. Nosiły się rewelacyjnie, ale po zdjęciu okazało się, że paznokcie nadmiernie się łamią, rozdwajają, są suche, a wręcz nawet kruche. Jedyne co mi pozostało to ściąć je ekstremalnie krótko i czekać aż odrosną zdrowe :)

Wiedziałam, że muszę je mocno nawilżyć i wzmocnić, w związku z tym zaczęłam stosować kilka razy dziennie (plus nakładałam na noc) oliwkę wapniową z Cuccio (tutaj macie przeróżne oliwki i odżywki Cuccio, wystarczy kliknąć!). Pomogło? Zdecydowanie tak, inaczej nie miałabym ochoty, żeby się z Wami dzielić swoimi doświadczeniami ;)

Nie będę Wam wypisywała z czego oliwka się składa, bo nie specjalnie się na tym znam i też nie do końca mnie to interesuje. Ma po prostu działać.

Używałam jej i w zasadzie nadal używam już około sześć tygodni. Zużyłam mniej więcej pół buteleczki i zapewne będzie to jeden z niewielu produktów, które wydenkuję :)

Jeśli chodzi o to, w co zapakowana jest oliwka, to powiem tak: prosta, szklana buteleczka z dobrej jakości szklaną, stabilną, lekko wygiętą na końcu pipetą, szczelna nakrętka, oliwka nie wylewa się na zewnątrz. Pojemność buteleczki to 15ml, jak mi się skończy to kupię pewnie jakąś oliwkę o większej pojemności. Na stronie są dostępne oliwki w większych buteleczkach, takie po 75ml – taką właśnie będę chciała u nich zakupić. Ale póki co nacieszam się tą, którą mam :P

Jak jej używałam? Najczęściej oglądając telewizję, czytając książkę (oczywiście uważałam, żeby niczego nie zatłuścić) i przede wszystkim nakładałam ją na noc. Pojedyncze kropelki aplikowałam na macierz paznokcia i wcierałam później opuszkami oliwkę w skórki lub w całe paznokcie jeśli nie miałam akurat żadnego lakieru czy chociażby odżywki. Teraz jak już mam długie paznokcie aplikuję również po jednej małej kropli oliwki tak jakby pod paznokieć. Wiecie o co mi chodzi? Od spodu :) Pod wystający wolny brzeg płytki.

Jaki uzyskałam efekt? Noo… duży :) Przede wszystkim nie mam już tak poważnego problemu z rozdwajaniem się paznokci. Są generalnie dużo mocniejsze. Do niedawna kiedy uderzyłam paznokciem o coś twardego (cokolwiek, drzwi, ściana, blat szafki w kuchni i tak dalej…) od razu paznokieć się łamał, pękał, a w najlepszym przypadku rozdwajał, tak że z wierzchu normalnie odłaził płat paznokcia (jakby jedna warstwa). A teraz? Po uderzeniu nie ma żadnego uszczerbku. To, że paznokcie są mocne, to jedno. Są również dużo bardziej nawilżone! I w jakimś stopniu elastyczne :) Zapuściłam je już bardzo długie, na dodatek spiłowałam w pseudo szpic (pseudo, bo to moje pierwsze podejście do tego kształtu i obawiam się, że nie jest to jeszcze prawdziwy szpic albo cokolwiek do niego podobnego, ale będę próbowała dalej!) ;) A więc na czym skończyłam… Aha, już wiem. Mam teraz szpiczaste paznokcie i bałam się na początku, że będą bardzo podatne na uszkodzenia mechaniczne, typu właśnie łamanie, pękanie i tak dalej. Muszę Wam jednak powiedzieć, że póki co trzymają się rewelacyjnie :) I oby jak najdłużej! Dlatego nie zamierzam przestać używać tej oliwki, bo to dzięki niej w głównej mierze udało mi się doprowadzić paznokcie do naprawdę dobrej kondycji :) Przy okazji zyskały również na tym skórki, bo również są świetnie nawilżone, elastyczne, nie zadzierają się i nawet jakoś strasznie mocno nie zarastają płytki :)

Minusy. Ja w zasadzie widzę jeden. Chodzi o samą oliwkę, to znaczy o to, że jako tłustym produktem brudzi się nią wszystko. Na początku faktycznie wszystko tłuściłam, ale po dwóch dniach już gdzieś podświadomie wiedziałam, że muszę uważać na to, czego dotykam, żeby nie zostawiać plam :) Po za tym kiedyś już używałam oliwek, więc można powiedzieć że mam jakieś doświadczenia z tego typu produktami ;) Niektórzy wolą jakieś odrobinę stabilniejsze produkty, typu żele do skórek, masełka itp. Oliwka ma to do siebie, że spływa, ale też weźmy pod uwagę niewątpliwy plus, jakim jest natłuszczanie wszelkich trudno dostępnych miejsc, np wąskiej przestrzeni między paznokciem a skórkami :) Te miejsca również warto odżywiać ;)

No i to by było na tyle. Podsumowując: na słabe, pozbawione wigoru paznokcie rekomenduję używanie oliwek! Jeszcze raz wrzucam link na stronę Cuccio, gdzie znajdziecie kilka różnych wariantów zapachowych :)

499 – Speeding on the German Autobahn

Witajcie w Nowym Roku :) Niedawno wstałam z łóżka i jeszcze co prawda nie do końca doszłam do siebie po nieprzespanej całej nocy, ale bardzo chcę pokazać Wam kolejny lakier (w zasadzie dwa, ale jeden już tu kiedyś opisywałam) :) Rok rozpoczynamy od recenzji kolejnego lakieru Cuccio, a będzie to ciepły, mleczny brąz nr 6059 Speeding on the German Autobahn.

Chciałabym tylko zaznaczyć na samym początku, że buteleczka jest zabarwiona na zgniłą zieleń już od kiedy ją otrzymałam. Od czego jest zabarwiona – nie mam pojęcia. Myślałam, że to może jakiś zepsuty czy zważony lakier i dlatego tak dziwnie wygląda, ale jest z nim absolutnie wszystko w porządku, więc to kwestia wadliwej buteleczki, a nie jej zawartości.

O samym lakierze napiszę krótko: kryje przy pierwszej warstwie, absolutnie nie ma potrzeby nakładania drugiej. Jest rzadki, wygodnie się nim maluje, nie ścieka na skórki, nie smuży, nie zostawia prześwitów. Wysycha całkiem nieźle, bo już w ciągu kilku minut i nawet nie ma potrzeby nakładania na niego jakiegoś szybkoschnącego topu :) Odpryski nie pojawiły mi się przez sześć dni noszenia, więc to bardzo dobry wynik. Końcówki pościerały się umiarkowanie i zaczęło je być widać mniej więcej po trzecim dniu. Nie farbuje płytki paznokci i bardzo łatwo się go zmywa. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń :)

Pamiętacie genialny, mocno błyszczący lakier Surprise!, prawda? :) Postanowiłam delikatnie nim upiększyć swoje paznokcie, bo brązowy lakier mimo, że jest ładny sam w sobie, to jednak dla mojego oka na dłuższą metę jest zbyt nudny ;) Co o tym myślicie? Pasuje według Was połączenie mlecznego brązu z takim intensywnie błyszczącym lakierem, jakim jest Surprise!? :)

P.S. Miałam na sylwestrze genialny manikiur. Pomalowałam paznokcie na czarno, a później nałożyłam błyszczący topper, którego do tej pory jeszcze nigdy nie używałam, a okazuje się że na ciemnych paznokciach wygląda rewelacyjnie :) Myślę, że Wam również się spodoba ;) Wypatrujcie nowej notatki z jego udziałem w najbliższym tygodniu! :)