484 – miss universe

Miałam skończyć z błyskotkami, ale kilka zdjęć przygotowanych na wpisy zostało mi w zanadrzu, więc jeszcze je Wam pokażę, a później bierzemy się tylko i wyłącznie za gładkie, kremowe lakiery. Chyba, że zatęsknicie za błyskotkami! Wtedy reaktywuję swoje zapędy do tego typu wykończenia manikiuru ;)

Póki co – zobaczcie jeden z ładniejszych i chyba popularniejszych lakierów, jakie swego czasu pojawiły się w szafach Essence (jeszcze seria colour&go).

Taaak, to sławna miss universe (numer 147)! :) Jest ktoś, kto choć raz nie widział tego lakieru? Albo chociaż o nim nie słyszał? Ja osobiście kupiłam go już po tym, jak weszła do sprzedaży seria the gel. Dlatego nie mam oporów, żeby pokazać go na blogu, mimo że teoretycznie jest to lakier ze starej kolekcji. Można je jeszcze dostać w niektórych Drogeriach Natura (tak, tak! Widziałam jeszcze na półkach serię colour&go! Co prawda jakieś ostatnie buteleczki, ale są.) lub w sklepach internetowych.

Czemu go kupiłam? To nie powinno ulegać żadnej, absolutnie żadnej wątpliwości. Bo jest po prostu przepiękny! Ma genialny odcień, błyszczy i cudnie prezentuje się na paznokciach (zwłaszcza wieczorową porą) :) Ale nie wszystko jest w nim idealne…

Pędzelek standardowo – zaokrąglony, spłaszczony, po prostu wygodny. Konsystencja raczej rzadka i lejąca, ale nie stwarza kłopotów typu ściekanie na skórki. Pierwsza warstwa zdecydowanie zostawia prześwity, więc konieczne jest nałożenie drugiej. Bez dwóch zdań. Wysychanie przyzwoite, bez szału, ale też bez tragedii. Najsłabszą cechą jednak jest moim zdaniem wytrzymałość tego lakieru. Odpryski i to nie na jednym, ale na kilku paznokciach pojawiają się już drugiego dnia po pomalowaniu paznokci. Z tego co czytałam na innych blogach – nie tylko u mnie ten problem występuje. Czegoś po prostu w tym konkretnym kolorze nie dopracowali, a szkoda, bo ma naprawdę genialny kolor :)

A właśnie, może o samym kolorze kilka słów… W szaro-buro-czarnej bazie zatopione są drobiny, które błyszczą na zielono i niebiesko, czasem wyglądają jakby były turkusowe, jednak zdecydowaną przewagę ma tu barwa ciemnoniebieska (ale nie granatowa).

Te białe dziwne maziaje, które widzicie na powierzchni lakieru, to próba odbijania wzorków z płytki BP-L003 (BPS) lakierem essence the gel 33 wild white ways. Jak widać, nie jest to perfekcyjnie odbity wzorek, bo też i ten biały lakier nie specjalnie się do tego nadaje ;) Ale chciałam to sprawdzić i się przekonać ;)

I w zasadzie to chyba już wszystko w związku z tym lakierem. Wróciłam dziś późno z pracy i padam na twarz, więc idę już spać. Jutro wstaję rano i szykuję kolejny post (jeszcze z błyszczącym lakierem, ale to już będzie ostatni) :) Do zobaczenia! ;)

426, 427 – be berry now! & headphones on!

Ostatnio narzekałam, że tylko śpię i nie mam na nic siły ani weny. Dziś moje życie uległo diametralnej zmianie! :P Obudziłam się o szóstej rano, patrzę na zegarek i myślę: eee… Jeszcze mogę pospać spokojnie ze trzy godziny! I zadowolona wtulam się w poduszkę. No fajnie, tylko że mi się zupełnie spać odechciało! I się przewracam z lewego boku na prawy, a za chwilę z prawego na lewy. I się wiercę, próbuję zasnąć… i nic! A więc wstałam, zrobiłam sobie kawę, odpaliłam laptopa i siedzę z nim teraz w łóżku i tworzę nową notatkę :) Taki stan rzeczy to mi się podoba! ;)

Dziś pokażę Wam dwa lakiery. Wybaczcie, że to będą znowu essensiaki, ale jakiś czas temu bardzo mocno sobie postanowiłam, że pokażę je Wam jak najszybciej, bo mam ich mnóstwo (z resztą jak wiele innych firm…) i zasługują na moją rekomendację. Spokojnie, już mi się powoli kończą ;) Po za dzisiejszą notatką będą jeszcze dwie w najbliższym czasie z wykorzystaniem tych właśnie lakierów. Ogólnie do opisania zostało mi ich jeszcze około dziesięciu, ale na nie przyjdzie pora kiedy indziej. A więc, moje szanowne Kobietki, na tapecie lądują dwa ciekawe kolory, z czego jednego używam dosyć często, bo pasuje mi niemalże do wszystkiego ;) Wiecie, tak na co dzień go noszę… Zobaczcie proszę: essence colour&go 175 be berry now! oraz essence colour&go 176 headphones on! :) Nawet wcześniej nie zwróciłam uwagi na to, że są numerycznymi sąsiadami :P

Zacznę od buraczkowego lakieru, ponieważ jak już wcześniej wspomniałam używam go stosunkowo często i jestem z niego bardzo zadowolona. Kiedyś jakoś za specjalnie nie przepadałam za tym odcieniem na paznokciach, jednak od jakiegoś czasu używam go zamiennie z wszelkiego rodzaju wiśniowymi lakierami i tego typu ciemnymi czerwieniami. Uważam, że wygląda na paznokciach jako pojedynczy lakier elegancko i z klasą. Nie jest krzykliwy i nie ma też jakiegoś szalonego odcienia ;) Nadaje się na każdą okazję doskonale, czy to na wieczór czy też po prostu na co dzień. Jest bardzo dobrze kryjący i już jedna warstwa pozwala uzyskać efekt stuprocentowego krycia. Dodatkową jego zaletą jest całkiem szybki czas wysychania, więc możemy sobie zrobić błyskawiczny manikiur ;) Jego wytrzymałość nie należy może do rekordowych, bo końcówki ścierają się już drugiego dnia, a trzeciego możemy zaobserwować pierwsze odpryski, ale można spokojnie przedłużyć jego żywotność utrwalającym topem. Wtedy lakier wytrzymuje na paznokciach znacznie dłużej, czyli nawet do sześciu dni. To mój osobisty rekord jeśli chodzi o ten konkretny kolor z essence ;)

W temacie błyszczącego wszelkimi kolorami grafitowego lakieru zbyt szeroko raczej się nie będę wypowiadała, ponieważ użyłam go tylko raz kiedyś w połączeniu z jasną szarością i wyglądał superowo. Na potrzeby stworzenia notatki użyłam go po raz drugi i wydaje mi się, że w połączeniu z buraczkowym lakierem też wygląda całkiem nieźle. Tak naprawdę, to headphones on! jest bardzo uniwersalnym lakierem, ponieważ wyobrażam go sobie w połączeniu niemalże z każdym gładkim kolorem :) Z fioletami, zieleniami, różami, czerwienią, czernią, z białym lakierem… No z każdym po prostu, jako dodatek oczywiście. Nie wiem czy któraś z Was pamięta, ale kiedyś połączyłam łudząco podobny lakier z Lovely z limonkową zielenią. Ale to było dawno temu…

Nie jest tak dobrze kryjący jak be berry now!, bo należy nałożyć go w dwóch warstwach. Inaczej mocno przebija wolny koniec paznokcia. Wysycha chyba nawet szybciej niż buraczek i dłużej się utrzymuje. Nosiłam go przez jakieś cztery dni i nic nie poodpryskiwało i nawet końcówki mi się jakoś strasznie nie pościerały. Ale za to zmywanie do najprzyjemniejszych nie należy ;) Wicie, co mam na myśli? Musiałam mocno trzeć wacikiem płytkę, żeby zdrapać tę błyskotkę. Trochę bałam się o płytkę paznokci, ale obyło się bez tragedii, nic się nie zniszczyło w jakimś karygodnym stopniu.

I właściwie to by było na tyle jeśli chodzi o te lakiery :) Cena to 6,99zł i kupić je można w drogeriach Natura lub Hebe. Jeśli nie macie blisko siebie któregoś z tych sklepów, to odsyłam na ladymakeup.pl, gdzie poza lakierami Essence znajdziecie jeszcze wiele innych, ciekawych produktów :)

Przypominam, że zbliża się czas promocji 49% w Rossmannie na produkty do paznokci :) Aktualnie w promocji znajdują się tusze, kredki, cienie oraz eyelinery.

Tak się w sumie zastanawiam co kupić na lakierowej promocji i powiem szczerze, że nie mam za bardzo pomysłu :( Wibo wszystkie, które chciałam mieć – mam. Za Miss Sporty jakoś specjalnie nie przepadam… Lovely też do moich ukochanych lakierów nie należy. Tak samo Astor czy Eveline, no chyba że mi coś bardzo mocno w oko wpadnie i nie będzie chciało wypaść :P Kusi mnie jedynie Manhattan i Rimmel.

A Was co kusi z lakierowej wyprzedaży? :) Dajcie koniecznie znać czy coś już sobie upatrzyłyście :D

P.S. Informacja o promocji pożyczona od Karoliny z bloga kosmetycznieinietylko.pl :) Swoją drogą, odwiedźcie jej witrynę, ponieważ bardzo ciekawie pisze i można u niej znaleźć wiele ciekawych recenzji i opinii na temat przeróżnego rodzaju kosmetyków. Sama często tam zaglądam i czytam jej notatki :) Polecam! :*