499 – Speeding on the German Autobahn

Witajcie w Nowym Roku :) Niedawno wstałam z łóżka i jeszcze co prawda nie do końca doszłam do siebie po nieprzespanej całej nocy, ale bardzo chcę pokazać Wam kolejny lakier (w zasadzie dwa, ale jeden już tu kiedyś opisywałam) :) Rok rozpoczynamy od recenzji kolejnego lakieru Cuccio, a będzie to ciepły, mleczny brąz nr 6059 Speeding on the German Autobahn.

Chciałabym tylko zaznaczyć na samym początku, że buteleczka jest zabarwiona na zgniłą zieleń już od kiedy ją otrzymałam. Od czego jest zabarwiona – nie mam pojęcia. Myślałam, że to może jakiś zepsuty czy zważony lakier i dlatego tak dziwnie wygląda, ale jest z nim absolutnie wszystko w porządku, więc to kwestia wadliwej buteleczki, a nie jej zawartości.

O samym lakierze napiszę krótko: kryje przy pierwszej warstwie, absolutnie nie ma potrzeby nakładania drugiej. Jest rzadki, wygodnie się nim maluje, nie ścieka na skórki, nie smuży, nie zostawia prześwitów. Wysycha całkiem nieźle, bo już w ciągu kilku minut i nawet nie ma potrzeby nakładania na niego jakiegoś szybkoschnącego topu :) Odpryski nie pojawiły mi się przez sześć dni noszenia, więc to bardzo dobry wynik. Końcówki pościerały się umiarkowanie i zaczęło je być widać mniej więcej po trzecim dniu. Nie farbuje płytki paznokci i bardzo łatwo się go zmywa. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń :)

Pamiętacie genialny, mocno błyszczący lakier Surprise!, prawda? :) Postanowiłam delikatnie nim upiększyć swoje paznokcie, bo brązowy lakier mimo, że jest ładny sam w sobie, to jednak dla mojego oka na dłuższą metę jest zbyt nudny ;) Co o tym myślicie? Pasuje według Was połączenie mlecznego brązu z takim intensywnie błyszczącym lakierem, jakim jest Surprise!? :)

P.S. Miałam na sylwestrze genialny manikiur. Pomalowałam paznokcie na czarno, a później nałożyłam błyszczący topper, którego do tej pory jeszcze nigdy nie używałam, a okazuje się że na ciemnych paznokciach wygląda rewelacyjnie :) Myślę, że Wam również się spodoba ;) Wypatrujcie nowej notatki z jego udziałem w najbliższym tygodniu! :)

487 – Taupe Couture

Cześć czołem kluski z rosołem :D Mam rewelacyjny nastrój, a jednocześnie jestem mocno zmęczona bo pół nocy nie spałam. Więc notatka będzie pozytywna i jednocześnie krótka. No chyba że mnie poniesie… ;)

Dziś pokażę Wam lakier, do którego nie byłam przekonana do czasu, kiedy go nie użyłam po raz pierwszy. Generalnie marka Maybelline kojarzy mi się dobrze z kosmetykami do makijażu twarzy, ale nie z lakierami. Mają mały wybór kolorystyczny (przynajmniej jeśli chodzi o serię Super Stay 7 Days) i kiedyś moje podejście do jednego z kolorów z tej właśnie serii zakończyło się totalną porażką, dlatego moja niechęć była dosyć spora. Ale cóż, miałam ochotę na ten ciemny, szarawy odcień brązu. Podoba mi się i postanowiłam dać mu szansę. Nie zawiodłam się :)

Maybelline Super Stay 786 TAUPE COUTURE – po pierwsze ma pędzelek jak łopata! Naprawdę szeroki i całe szczęście, że jest zaokrąglony, bo sprawiałby spore kłopoty gdyby był prosto ścięty. Ja mam dosyć dużą płytkę paznokcia i nie wyobrażam sobie jak malują tymi lakierami paznokcie dziewczyny, które mają małą i wąską płytkę. Dwa razy machnęłam ręką i nawet paznokcie kciuków były już całe pomalowane. Lakier jest rzadki, więc dobrze się go nakłada i szybko wysycha. Pierwsza warstwa kryje już bardzo dobrze, ale zostawia wyraźne prześwity, więc nie ma szans, żeby nie nałożyć też drugiej. Również całkiem nieźle wysycha i nawet nie nakładałam szybkoschnącego topu! :) To już jakiś sukces ;) Ładnie błyszczy, z resztą widać to na załączonych zdjęciach i ma jakby lekko szkliste wykończenie. Nosiłam go spokojnie przez pięć dni i jedyne co mnie już wkurzało, to odrosty i starte końcówki. Cudem uniknęłam odprysków :) Więc cóż… Jest naprawdę fajnym lakierem, z którym warto się zakumplować ;)

Swoją buteleczkę kupiłam już jakiś czas temu w Rossmannie za bodajże coś około 17 czy 18zł. Niby nie mało, ale za to pojemność jest całkiem spora, bo aż 10ml no i jak się okazuje – jakość również jest warta tej ceny.

Jeszcze tylko parę słów o kolorze. W rzeczywistości jest on ociupinę jaśniejszy niż na zdjęciach. W buteleczce wygląda na brudny brąz, natomiast na paznokciach bardziej przypomina szarość z kroplą brązu ;) Nie ma żadnych błyskotek, jest gładkim kremem i powiem szczerze – przypadł mi do gustu! Będę go używała wtedy, kiedy wszystkie papuzie kolory wyjdą mi bokiem :P

A Wy co o nim myślicie? Jak Wam się podoba? :)