509-515 – ICE CHIC, czyli najnowsza propozycja na szklisty manikiur od Golden Rose! :)

Cześć Kobiety :) Na początek chciałabym Wam życzyć spełnienia marzeń i ogromnych kolekcji lakierów!!! :D No bo czego innego może sobie życzyć lakieromaniaczka ;) A więc… Niech się spełnią Wasze wszystkie, nawet najbardziej skrywane marzenia ;)

Tym pozytywnym akcentem witam Was po niespełna dwóch miesiącach nieobecności w blogosferze. Jeśli jesteście stałymi czytelniczkami bloga, to wiecie już zapewne, że średnio raz w roku mam okres słabości lub jak kto woli – kryzys. Przeważnie mam wtedy nawał pracy, albo zajmuję się czymś innym (na przykład ostatnio masowo zaczęłam czytać książki, to znaczy zawsze ich czytałam dużo, ale w ciągu ostatnich dwóch miesięcy przechodzę sama siebie), albo mam słabe paznokcie, krótkie, rozdwajające się i mnie to niesamowicie demotywuje do malowania ich, a co dopiero mówić o pisaniu recenzji, albo… po prostu mam lenia i nie chce mi się usiąść przed komputerem i coś naskrobać.

Tym razem powodem ciszy na blogu były głównie masakrycznie słabe paznokcie po zimie. Ma-sa-kra! Porozdwajane, łamały się przy każdym najlżejszym uderzeniu, wręcz się kruszyły, pękały. A wiecie po czym mi się tak stało? Po hybrydach. Założyłam je sobie raz jeden jedyny (bodajże w grudniu) i nie wiem, czy je źle zdejmowałam, czy to po prostu ich skład tak osłabił moje paznokcie, ale miałam duży problem żeby doprowadzić je do satysfakcjonującej kondycji. Na szczęście po jakimś czasie mi się to udało dzięki naprawdę dobrym odżywkom i oliwkom z dwóch marek (Cuccio i Sophin). O moim zestawie ratunkowym opowiem jednak przy innej okazji :) Dziś moje paznokcie są już o niebo mocniejsze, zdrowsze i przede wszystkim dłuższe, więc aż mi się chce je malować no i pisać notatki na blogu :P

Tematem będą tym razem lakiery z Golden Rose, które przyznaję – zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie :) Mowa o najnowszej serii ICE CHIC, która według producenta ma nam zapewnić olśniewający połysk i długotrwałą formułę. Cóż… Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z tym krótkim, aczkolwiek trafnym opisem.

Pokażę Wam dziś aż sześć kolorów standardowych (to znaczy kremowych lub lekko błyszczących) oraz jeden brokatowy top rewelacyjnie wykańczający klasyczny, monokolorowy manikiur. A więc… zaczynajmy! :D

Golden Rose ICE CHIC 12 – jeśli chodzi o odcień, to jest to w zasadzie takie niewiadomoco. Bardzo ciężko mi go jednoznacznie określić, bo pasują tu epitety takie jak: brudny, spokojny, delikatny, trochę smutny, jesienny, elegancki, klasyczny – przyznacie, że niezła mieszanka ;) Ale właśnie taki jest ten kolor! Niby oczywisty, a jednak nie! Dziwadło i tyle :P Na szczęście nie jest to określenie negatywne, przynajmniej nie w tym przypadku. Ta mieszanka fioletu, różu i szarości jest moim zdaniem bardzo uniwersalna, ale jednocześnie na tyle chłodna, że nie każdemu przypada do gustu. Normalna sprawa, jedni lubią ciepłe kolory na paznokciach, a inni chłodne. Ja wolę zdecydowanie te chłodniejsze :)

Golden Rose ICE CHIC 39 – czerwień tak czerwona, jak tylko może być. Odrobinę jaskrawa, ale daleko jej do neonu. Klasyka zamknięta w butelce :) Widać ją na paznokciach z daleka. Ale przecież taka właśnie powinna być czerwień określana mianem strażackiej, prawda? ;) Dodam jeszcze tylko, że nie ma w sobie żadnych odcieni różu czy pomarańczy, co dodatkowo ją uszlachetnia i czyni ją… czystą.

Golden Rose ICE CHIC 42 – ciemniejsza i bogatsza w błyskotki wersja poprzedniego koloru :) Dla osób, których nie zaspokaja zwyczajna czerwień myślę, że będzie to dobra alternatywa na czerwone paznokcie. W buteleczce znajduje się wiśniowy lakier rozświetlony przeogromną ilością złocistych drobinek (shimmer). Rozkłada się na paznokciach równomiernie i nie zostawia takich wyraźnych smug jak na przykład lakiery perłowe. Wiecie zapewne co mam na myśli :)

Golden Rose ICE CHIC 55 – boski fiolet! Przezajebiaszczy! :) Nie ma opcji, żeby przejść obok niego obojętnie. Jest intensywny, soczysty i moim zdaniem bardzo energiczny i pozytywny. Genialny kolor zarówno na lato, jak również zimą, bo to przecież nadal zimny kolor. Prawdę mówiąc ja już go widzę oczami wyobraźni na paznokciach u stóp w wakacje :P

Golden Rose ICE CHIC 56 – to również jest fiolet, ale jego odcień stanowi totalne przeciwieństwo dla koloru powyżej. Ma bardzo łagodne tony różu, jest gładki, słodki – trochę mi przypomina jogurt jagodowy. Pomimo swojej słodyczy nie jest mdły. Gdzieś tam widać w nim akcenty świeżości :)

Golden Rose ICE CHIC 60 – mój ulubieniec z tej szóstki. Lakier w kolorze starego, spranego dżinsu. Nie mam takiego drugiego. Niby taki szaroburak, ale uważam go za niepowtarzalny odcień. Strasznie mi wpadł w oko! :) Ciężko powiedzieć czy to szary granat, czy szarość z domieszką granatu. Dodatkowym plusem jest obecność srebrnego połysku, co czyni z niego jeszcze ciekawszy lakier.

I w ten sposób pokrótce opowiedziałam Wam o kolorach, jakie miałam przyjemność przetestować na swoich paznokciach :)

A teraz sprawy techniczne, czyli jak się nimi maluje paznokcie i tak dalej :) No właśnie, skoro już zaczęłam pisać o komforcie malowania, to będę kontynuowała podjęty wątek. Lakiery są rzadkie (wszystkie, bez wyjątku), lejące, nakładałam je cienkimi warstwami żeby uniknąć spłynięcia na skórki. Wysychają odrobinę lepiej niż przeciętnie, czyli absolutnie nie zaliczę ich do tak zwanych speed dry. Czas schnięcia nie jest jednak absolutnie uciążliwy. Pędzelek jest niewielki, ścięty na prosto, delikatnie spłaszczony i trochę puchaty. Na uwagę zasługuje krycie, ponieważ jest po prostu bardzo dobre :) Lakiery nie pozostawiają prześwitów po nałożeniu jedynie jednej warstwy, ale nałożenie drugiej jest wskazane, ponieważ kolor staje się wtedy wyraźniejszy i nabiera głębi.

Po wyschnięciu drugiej warstwy możemy się cieszyć ładnym, równomiernym połyskiem przez około pięć dni. Lakiery nie mają tendencji do odprysków i utrzymują się na paznokciach naprawdę nieźle. Kolejny plus! :) Muszę je też pochwalić za to, że nie farbują płytki paznokci i zmywa się je z niezwykłą łatwością. Nie rozmazują się po skórkach, nie brudzą. Kosztują około 6-7zł, więc niewiele :)

No i na koniec mały bonus w postaci brokatowego topu.

Golden Rose ICE CHIC 104 – zdecydowałam się na ten kolor, ponieważ na stronie internetowej prawdę mówiąc nie widać było zbyt wyraźnie cóż to za brokat, w związku z czym po prostu stałam się go ciekawa! :) Myślałam, że będzie po prostu złoty, ale nic bardziej mylnego. On jest zielonkawy, jakby lekko oliwkowy i jednocześnie połyskuje holograficznie. Cudak jakiś :P Poniżej wrzucam zdjęcia topu na lakierach ICE CHIC 55 i 56 :)

Na którym lakierze bardziej Wam się podoba? Na jaśniejszym czy ciemniejszym fiolecie? A może widzicie go na zupełnie innym kolorze? :)

Dajcie znać co myślicie o tych lakierach, czy już może zdążyłyście się z nimi zapoznać albo chociaż widziałyście je na stronie internetowej, na facebook’u czy na stoiskach Golden Rose :) Ja tak jak już wspominałam na początku notatki jestem z nich bardzo zadowolona i… Ach! Zapomniałam Wam wspomnieć o bardzo nietypowej jak dla Goldenów buteleczce! Jest idealnie kwadratowa i bardzo poręczna (10,5ml). No takiej jeszcze nie mieli :P A wiecie co mi się w nich najbardziej podoba? To że mogę je sobie idealnie równiutko poustawiać w szufladzie komody <3

No i to by było chyba na tyle ;) Mam nadzieję, że niedługo znów coś naskrobię ;) Buziaki! :*

497, 498 – biało-fioletowe gwiazdki

Hejka :P Mam wrażenie, że zdobienie, które za moment zobaczycie nie do końca pasuje do zimowego klimatu. Zresztą… jakiego zimowego! Jak śniegu nie ma. Przynajmniej u mnie! A zima bez śniegu, to nie zima! ;) No, więc znalazłam sobie wytłumaczenie. Skoro nie ma śniegu, to nie ma zimy. A jak nie ma zimy, to gwiazdki mogą być – nawet fioletowe! :P

Pierwszy z lakierów jaki posłużył mi do wykonania tego manikiuru to Lovely summer SAND nr 1. Według mnie powinien należeć do jakiejś zimowej kolekcji piasków, a nie do letniej. Nie przypomina Wam trochę śniegu? Mam na myśli zarówno barwę, jak i fakturę oraz błyszczące na biało/srebrno drobinki. Tak samo błyszczy w słońcu świeży śnieg! Jest rzadki i jakby lekko kleisty. Kryje całkiem nieźle przy pierwszej warstwie, ale po wyschnięciu jest jeszcze zbyt delikatny i przez to jakby niekompletny, dlatego nałożyłam również drugą warstwę. Jak na piasek schnie dosyć długo, bo musiałam odczekać z pół godziny zanim odbiłam gwiazdki. Nie mogę go również pochwalić za trwałość, bo poodpryskiwał dosyć szybko, po dwóch czy trzech dniach. Dodatkowym minusem jest to, że masakrycznie się brudzi. Chropowata powierzchnia łapie z marszu każdą przecierkę i każdy mały brudek w postaci maźnięcia długopisem, kredką, mazakiem etcetera. Nie było większego problemu ze zmywaniem na szczęście :) Generalnie ten lakier ma całkiem sporo wad, ale ze względu na jego wykończenie, które mi się naprawdę podoba – nie skreślam go dożywotnio ;)

Kolejnym lakierem jest Life Trendy Colour 111 – taki mały bejbuś o pojemności 5,5ml. Nie po raz pierwszy te kurdupelki za 4,99zł bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie są zbyt popularne wśród blogerek (przynajmniej niczego takiego nie zaobserwowałam), a to źle. Bo? Bo są tanie i całkiem niezłe, a co ważne – w zasięgu ręki każdego, kto ma wystarczająco blisko siebie Super-Pharm. Tylko tam można je kupić (chyba, że o czymś nie wiem…). Ja mam ich już tak ogromną ilość, że jak widzę jakieś piękne kolory na sklepowej półce, to się muszę trzy razy zastanowić, czy czasem już tego czy tamtego w swoich zbiorach nie mam ;) Straciłam rachubę! Czy kupuję je masowo? Zdarza się, że tak. Bo wiem, czego się można po nich spodziewać.

Przed sobą widzicie buteleczkę z jasnym, pastelowym lila fioletem w środku. Wykończenie ma gładkie i kremowe. Jest rzadki, ale jednocześnie zwarty i bardzo komfortowo maluje się nim paznokcie. Nie ścieka, nie brudzi, nie bąbluje. Kryje całkiem nieźle przy pierwszej warstwie, ale zostawia miejscami jakieś prześwity, więc druga warstwa według mnie jest obowiązkowa. Wysycha może nie jakoś błyskawicznie, ale standardowo. Bardzo ładnie błyszczy po wyschnięciu i gdyby nie chęć przedłużenia jego żywotności nie ma w zasadzie konieczności nakładania na niego topu. Pierwsze odpryski pojawiły się po trzech dniach. Nie zaskoczyły mnie, bo nie spodziewałam się po nim siedmiodniowej trwałości ;) Czytając mój opis możecie sobie pomyśleć, że wcale rewelacyjnej jakości ten lakier nie ma. Po części się zgodzę :) Jednak lubię go mimo wszystko: za przepiękny, delikatny odcień fioletu, za wygodę malowania, za cenę i za to, że (przynajmniej dla mnie) ten lakier jest bardzo łatwo dostępny.

Powoli zbliżamy się do końca notatki. Wytrzymujecie jeszcze? ;)

Lakier, którym odbiłam gwiazdki to B. a Berry Smoothie, czyli jedno z dzieci Colour Alike oraz B. loves plates. Bez dwóch zdań ich lakiery do stempli są moimi ulubionymi i nie zamierzam póki co zmieniać zdania w tej kwestii :) Kupuję je wszystkie (tak, mam już nawet te najnowsiejsze! ;)) i gdyby dało się zamówić kolejne nawet w ciemno, to zrobiłabym to bez wahania. Polecam je absolutnie każdej z Was, niezależnie od tego czy jesteś osobą dopiero zaczynającą zdobić swoje paznokcie stempelkami, czy może zajmujesz się tym już od jakiegoś czasu.

Lakier ma lekko kleistą konsystencję, jest perfekcyjnie kryjący i dzięki temu wzorki odbijają się bardzo ładnie. Nie wysycha zbyt szybko na płytce z wzorkami, dlatego nie stanowi żadnego problemu ściągnięcie go z niej za pomocą stempla i przeniesienie na paznokieć. Kolory są wyraziste i nie rozmazują się. 8 ml pojemności to wcale nie jest mało, a że na dodatek nakłada się tylko odrobinę lakieru na płytkę – wystarczy na baaardzo długo ;) Mam już swoje lakiery do stempli od jakiegoś czasu i żaden nie zgęstniał i nie zmienił swoich właściwości w niepokojący sposób.

Kupić możecie je na stronie colorowo.pl lub na Allegro. Skąd ja je zamawiam? Jeśli kupuję same lakiery, to z colorowo.pl (szybszy czas dostawy). Jeśli natomiast kupuję również stemple, wymienne gumy, płytki czy zdrapki, to wtedy zamawiam lakiery z Allegro.

Ostatnim bohaterem, a w zasadzie bohaterką tego tasiemca jest płytka z której pochodzą gwiazdki :) A oto i ona!

Jest to jedna z małych płytek z Born Pretty Store. Na początku nie byłam specjalnie przekonana do tej płytki, ale przyznaję, że gwiazdki na paznokciach prezentują się całkiem nieźle :) Cena płytki to 1,79$ i pamiętajcie, że za wysyłkę nic nie płacicie ;)

Gdybyście planowały większe zakupy na BPS, to możecie skorzystać z mojego kodu rabatowego, dającego Wam 10% rabatu od standardowej ceny produktu: GYSQ10 :)

I to tyle na dziś :) Dotrwałyście do końca? :P

Gdyby nie udało mi się już zrobić żadnej notatki, to życzę Wam wszystkiego najlepszego w nadchodzącym Nowym Roku! Oby był lepszy od obecnego ;) I życzę Wam też przede wszystkim szczęścia! Bo…

Buziaki :*