505 – Sophin GelLac – zapoznanie :)

Cześć Kobiety :) Kontynuujemy w pewnym sersie poprzednią notatkę, bo znów użyłam produktów z tych samych marek, czyli: lakier Sophin, płytka B. Loves Plates oraz lakier do odbijania wzorków z płytki z Colour Alike (we współpracy z BLP).

Pozmienia nam się jednak kolorystyka :) Ale śnieżynki jeszcze na chwilę zostają ;) Nie będę Wam pokazywała płytki, której użyłam do ich odbicia, bo widziałyście ją w pełnej krasie w poprzedniej notatce. Zmieniłam tylko wzorek, a tak naprawdę, to na każdym paznokciu jest inny. Pewnie zauważycie to same ;)

Sophin GelLac 647 – lakier w kolorze soczystej, intensywnej, jasnej czerwieni, który ma dać naszym paznokciom żelowe wykończenie bez użycia lampy UV. To tak w telegraficznym skrócie ;) A jak jest naprawdę?

Zacznę od krycia. Producent z marszu zaleca nałożenie dwóch warstw kolorowego lakieru. Nie ma nigdzie mowy o nałożeniu jakiejś bazy, ale nie wyobrażam sobie, żeby tego w ogóle nie zrobić, więc użyłam pierwszej lepszej odżywki z Sally Hansen jaką akurat znalazłam pod ręką. Po jej wyschnięciu nałożyłam pierwszą warstwę czerwonego lakieru (jest rzadki i jego konsystencja nie różni się niczym od zwyczajnego lakieru, za to ma zupełnie inny zapach – nie śmierdzi tak jak lakier). Kryje już całkiem dobrze, ale to jeszcze nie perfekcja. Zaskoczyło mnie to, że po pomalowaniu paznokci obydwu rąk od razu mogłam nakładać drugą warstwę lakieru! Zawsze zaczynam od lewej dłoni, później przechodzę do prawej. Ta zabiera mi trochę więcej czasu, bo muszę się bardziej przykładać, żeby równo pomalować paznokcie ;) No więc kiedy skończyłam malować właśnie paznokcie prawej dłoni – te u lewej były już totalnie suche. Druga warstwa kryje bardzo ładnie, niemalże idealnie. Widziałam jeszcze delikatnie prześwitujące wolne brzegi paznokci! :( Zastanawiałam się czy nakładać trzecią warstwę, ale w zasadzie sama stwierdziłam, że za bardzo przeżywam i że wcale tego tak bardzo nie było widać. Druga warstwa wyschła po około dwóch, trzech minutach. Nie do tego stopnia, żeby można już zmywać naczynia czy zrobić ręczne pranie, wiadomo że nie :D Ale mogłam powierzchni lakieru spokojnie dotykać opuszkami palców i nie zostawały ślady. Nałożyłam więc top! Jaki top? A taki:

Top Coat GelLac jest specjalnie stworzony do nakładania na lakiery z serii GelLac. I czym on się charakteryzuje… Przede wszystkim również nie ma mocnego zapachu jak większość topów. Jest rzadki, wygodnie się go rozprowadza na paznokciu, scala się w pewnym sensie z kolorowym lakierem i razem utwardzają się tak w stu procentach po około pół godziny. Całkiem szybko :) Dodatkowym atutem jest to, że nadaje paznokciom szkliste wykończenie. Najważniejsze na koniec: czy manikiur utrzymuje się bez zarzutu przez siedem dni, tak jak powinien? I tak, i nie. Końcówki ścierają się raczej standardowo, powstają również na powierzchni topu tak zwane pajączki. Wiecie o co chodzi? Tak jakby top pękał. ALE! Nie odpryskuje :) I autentycznie nosiłam ten lakier na paznokciach przez tydzień i to nawet dwa razy :) Moje paznokcie wyglądały siódmego dnia już trochę niefajnie, bo odrost był spory i powierzchnia lakieru jakby lekko spłowiała i już nie była taka szklista. Nie zmienia to jednak faktu, że nie pojawiły się żadne uszczerbki w postaci odpryśnięć :) Przyjemna alternatywa dla kogoś, kto chce długo cieszyć się niemalże nieskazitelnymi paznokciami, a nie koniecznie ma ochotę zakładać hybrydy.

I to chyba koniec ;)

P.S. Chyba mam PMS-a. Mój Piotrek tak chrapie, że mam ochotę się popłakać :( Nienawidzę tego!!!

2 Komentarze

  1. Piękny kolorek!
    Wszystkie lakiery CZERWONE są piękne (mam ok. 20-25 czerwonych lakierów :D )

    a co do PMS-a … ja też mam ochotę udusić wszystko i wszystkich :P

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.