280, 281 – Precious Pink

Witam moje kochane Czytelniczki (i zerkaczki-oglądaczki, które wpadają tylko po to, żeby obejrzeć zdjęcia. Wiem, że takie są…) ;) Dziś przedstawię Wam dwa mniej lub więcej interesujące lakiery. Jakie okażą się w rzeczywistości? Czytajcie cierpliwie, a na pewno się wszystkiego dowiecie :D

Zacznijmy może… od początku na przykłada :) Czyli od lakieru bazowego, którego użyłam do tego zdobienia. Jest to uroczy Astor numer 325 PRECIOUS PINK. Pięknie się prezentuje na paznokciach, o tak:

Śliczny jest, chyba mi przyznacie rację w tej kwestii. Ale go nienawidzę! I nie użyję go prawdopodobnie już nigdy. Ok, to że się trzyma na paznokciach przez pięć dni bez nawet najmniejszej rysy, to jest jedna kwestia… Ale jak fatalnie się nim maluje, to jest już dłuższy temat. Słuchajcie więc: ścieka po płytce, dzięki czemu nie miałam żadnych szans na nałożenie normalnej warstwy, tylko ultra-cienkiej (to słowo kojarzy mi się z reklamą podpasek) :D I nawet nie jest jakiś strasznie rzadki, wodnisty. Po prostu ma jakąś nienormalną, obrzydliwie lejącą się, złośliwą konsystencję (nie jest przeterminowany!). Na szczęście pierwsza warstwa szybko wyschła. Oczywiście nie kryła płytki zbyt dobrze. No więc zabrałam się za nakładanie drugiej, ale też musiałam nałożyć ją bardzo cienko i na dodatek powstały okropniaste prześwity. Zmuszona byłam więc nałożyć kolejną warstwę, trzecią już i dopiero ona wyglądała tak, jak powinna. Paznokcie były równo pokryte lakierem, bez prześwitów, bez smug… tylko że cholernie długo wysychały. Poratowałam się moim Insta-Dri :)

Nie wiem, być może miałam po prostu jakiś kiepski dzień kiedy robiłam to mani, może wstałam lewą nogą… Ale tak mnie ten lakier wkurzał, że miałam ochotę wyrzucić go przez balkon (tylko trochę się bałam, że ktoś nim może oberwać w głowę, a potem napiszą w Fakcie albo Super Expressie, że doszło do tragedii na Żoliborzu…).

Co ciekawe, to nie było moje pierwsze podejście do tego Astora, tylko chyba już trzecie albo nawet czwarte. Wcześniej zawsze w pewnym momencie wyprowadzał mnie z równowagi, zmywałam paznokcie, odstawiałam go do szuflady z myślą: Jeszcze nie teraz. Nie wytrzymam z nim. Następnym razem na pewno uda mi się pomalować paznokcie do końca i opiszę tego dziada na blogu. I tak też się stało. Byłam zdeterminowana żeby Wam go pokazać właśnie ze względu na jego dwulicowość :D

Jeśli chodzi o zalety, to wcale nie jest ich tak mało :) Jak już wcześniej wspomniałam, trzyma się doskonale na paznokciach przez niemalże tydzień. Chciałabym używać go do pracy, ale nie chcę mi się z nim szarpać… Dodatkowo bardzo ładnie wygląda. Paznokcie wyglądają uroczo, naturalnie, a zarazem elegancko i z klasą. Ma delikatnie błyszczący shimmer, który powinnyście dostrzec na zdjęciach :) Kolor też jest niczego sobie, taka szklista, pastelowa brzoskwinka wpadająca ociupinę w róż. Gdybym go zobaczyła u kogoś na paznokciach pewnie bym pomyślała Muszę go mieć! A potem byłoby rozczarowanie podczas malowania :P

Powiem szczerze, że jest mi trochę przykro. Rozczarował mnie okrutnie lakier za dosyć sporą kwotę (ponad 20zł) i w dodatku z powszechnie znanej, dobrze kojarzonej marki. Zawsze podziwiałam w drogeriach półki z lakierami Astora, a teraz przechodzę obok nich zupełnie niewzruszona (no dobra, może trochę zerkam w ich stronę… ale tylko trochę!). Podejrzewam, że ten foch kiedyś mi przejdzie i kupię kolejne lakiery z tej marki ale chyba nie nastąpi to zbyt szybko ;)

Podsumowując: genialnie wygląda i zapewne nie jedna z Was zapragnęłaby go mieć :) Uprzedzam lojalnie, że jeśli nie chcecie się wykończyć psychicznie, to go nie kupujcie :D Nie warto ;)

Jedziemy dalej z paznokciowymi szaleństwami :) Temat Astora zostawiamy już za sobą, a rozpoczynamy temat turkusowego, przybrudzonego Lemaxa :) Mówiłam Wam już chyba, że wyposażyłam się ostatnio w cieniutką tasiemkę do zdobienia paznokci? Używam jej namiętnie. Aż się boję, że za moment zużyję całą :D Tym razem posłużyła mi do zrobienia takich a’la trójkątów na paznokciach :)

I jak Wam się podoba moja pstrokacizna? :D Uwierzcie, że używanie tych paseczków podczas malowania stało się dla mnie najprzyjemniejszą rzeczą pod słońcem ;) Oczywiście są trochę upierdliwe, bo to takie tyci tyci jest, przykleja się do palców, trzeba potem błyskawicznie zerwać każdy paseczek zanim lakier wyschnie itp… Ale efekt końcowy zawsze wychodzi świetny :)

Nie wiem co mnie podkusiło, żeby użyć w tym wypadku takiego turkusu. Coś po prostu chciałam dodać, a sama za bardzo nie wiedziałam co, więc padło na ten ciemny lakier. O dziwo w połączeniu z tak delikatnym beżem wypadł całkiem nieźle :) Na zdjęciach powyżej widzicie jedną warstwę mojego Lemax’a (niestety nie ma on swojego indywidualnego numeru), ale to dlatego że nakładałam go na już wcześniej pomalowane paznokcie Astorem. Normalnie dla pełnego krycia należy nałożyć dwie warstwy i jest ok. Dosyć szybko wysycha, ładnie się błyszczy, ale po dwóch trzech dniach już odpryskuje i trzeba się go pozbyć z paznokci. Wszystkie lakiery Lemax są tanie i osobiście je polecam mimo, ujmijmy to delikatnie, takiej sobie wytrzymałości ;) Mają bardzo bogatą gamę kolorystyczną i wygodnie się nimi maluje paznokcie. Same plusy praktycznie ;) Jest ich mnóstwo na Allegro i spotkać też je można w małych sklepikach kosmetycznych bądź na bazarkach. Jeśli na nie traficie, kupcie chociaż ze dwa lub trzy :) Same się wtedy przekonacie czy są w porządku, czy też Wam coś będzie w nich nie pasowało.

To by było chyba na tyle, jeśli chodzi o Astro i Lemax. Na koniec mam dla Was małą niespodziankę…

To są foldery ze zdjęciami paznokci, które są gotowe do opisania, tylko nigdy nie mogę się zdecydować co Wam pokazać w pierwszej kolejności :D Dlatego chciałabym, abyście same wybrały, tak trochę w ciemno… Co chcecie zobaczyć w następnym wpisie ;) Wystarczy, że podacie numer folderu w komentarzu, a już jutro przed południem zrobię dla Was wpis :) Mam nadzieję, że coś wybierzecie i że nie będę miała znowu dylematu :)

7 Komentarze

  1. Jako fanka klasycznych kolorów zakochałam się w Astorze. I juz gotowa byłam biec do drogerii, ale wczytałam się i cóż…
    Ja wybieram folder nr 14:)

  2. Ja też czytam wiernie i kilka razy dziennie wchodzę sprawdzić, czy czasem nic nowego się nie pojawiło!
    Ten turkus strasznie mi się podoba, widziałam go u kogoś na paznokciach, ale nie mogę go dorwać.
    Mój typ to folder numer… 23. :)

  3. Ale super wpis :) Taki długi i na wesoło :D Ja zaliczam się do stałych, wiernych czytelniczek, które z niecierpliwością czekają na kolejne wpisy. Tylko nie zawsze mam czas na komentowanie – ale przeczytane mam wszystkie wpisy od deski do deski. Niektóre nawet po kilkanaście razy! :D Np. ten o pielęgnacji paznokci mam w skrótach na Chromie i czasem sobie zerkam na niego ;)

    To już drugi Astor opisałaś o beżowym kolorze, który trafia w moje serce, ale wiem że go nie kupię, bo mam problem z ładnym pomalowaniem paznokci nawet dobrymi lakierami.

    Co do folderków ze zdjęciami – bardzo dobry pomysł, ale nie mogę powiększyć.Jak klikam żeby powiększyć to nic się nie dzieje.

    • Tamten pierwszy Astor bardziej mi jakoś odpowiadał niż ten ;)
      Cieszę się, że jesteś moją stałą czytelniczką, ale akurat Ty mnie o tym nie musisz zapewniać, bo sama widzę chociażby po komentarzach jak często tu jesteś :) Dziękuję Ci za to :*
      Kliknij prawym przyciskiem myszki na zdjęciu i wybierz funkcję bodajże „otwórz obraz”. Wtedy zdjęcie pokaże się na całej stronie :)

      • A ja dziękuję za prowadzenie tak świetnego bloga! :)

        Z wybraniem folderku mam ogromny problem, bo mój wybór padł na dwa: nr 3 bo jest na nim intensywna żółć, która bardzo mi się podoba. Nr 4 bo jest na nim ciekawe zdobienie i (jeśli wzrok mnie nie myli) buteleczka Golden Rose Paris :D
        Czyli to, co tygryski lubią najbardziej :D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.